#03 Przyjaciele ze szklanego ekranu też są spoko

Na moment, w którym Netflix miał wypuścić wszystkie sezony serialu Friends, czekałam bardziej niż na gwiazdkowe prezenty czy koniec roku szkolnego. Posiadanie nieograniczonego dostępu do każdego odcinka, napawało mnie radością i zarazem spokojem, że oglądania serialu nie zepsuje mi już słaba jakość, lektor, czy paniczne szukanie kolejnego odcinka. Ten, kto nie widział chociaż kilku sezonów, nie zrozumie jego fenomenu, a temu kto zrezygnował z oglądania po jednym odcinku, szczerze współczuje. Serial ten bowiem, ogląda się najfajniej, nie przy pierwszym zetknięciu, ale wtedy, kiedy po raz setny widzi się ten sam odcinek, a on dalej bawi lub wzrusza.  

Najgorsze seriale, to takie, które taśmowo ciągną się przez lata, nie wnosząc niczego ciekawego do życia bohaterów, ani odbiorców. Tego typu produkcji w naszej telewizji nie brakuje, i chociaż wciąż cieszą się one wysoką oglądalnością, to jest to raczej efekt przyzwyczajenia, niż zainteresowania. W czym więc tkwi sukces serialu Przyjaciele, którego czas produkcji przypada na okres dziesięciu lat (od 1994 do 2004), a którego emisja ciągnie się nadal? Jak dla mnie, sukces ten można opisać jednym słowem, a jest nim – uniwersalność.

Ich problemy, to moje problemy

Oglądając Przyjaciół, nie można się oprzeć wrażeniu, że większość problemów z jakimi borykają się bohaterowie, dotyczą nas samych. Trudne dzieciństwo, utrata pracy, nieszczęśliwe związki, nieślubne dziecko, wybór między miłością a przyjaźnią … a wszystko okraszone dawką humoru i ciepła, oraz jednocześnie pozbawione wulgaryzmów, erotyzmu czy agresji. Poruszane wątki są naprawdę ponadczasowe, a sam serial ogląda się przyjemnie nawet po 24 latach, od wypuszczenia pierwszego odcinka.

Przyjaciele – mieszanka wybuchowa

Przyjaciele to dokładnie sześć charakterystycznych postaci, które kocham całym swoim serduchem. Chandlera, który w stresujących sytuacjach opowiada żenujące dowcipy, Joeya, gwiazdę telewizyjnych seriali, którego świat składa się z kanapek i pięknych kobiet, czy Rossa, paleontologa, od liceum zakochanego w Rachel, a od dzieciństwa w dinozaurach. Płeć piękna w tym serialu, to zawsze zorganizowana i perfekcyjna Monica, siostra Rossa, Phoebe, która historiami ze swojego życia zaskakuje i przeraża jednocześnie, no i wspomniana wcześniej Rachel, córeczka tatusia, która zaczyna swoje prawdziwe życie, w momencie ucieczki sprzed ołtarza. Sześć osób, o zupełnie skrajnych osobowościach, które łączy wspólne sączenie ogromnych kubków kawy, w kultowej kawiarni Central Perk, wzajemna sympatia… no i przyjaźń właśnie, jako jedna z najsilniejszych więzi.

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego

Oglądając ten serial, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że cała szóstka, dosłownie skoczyłaby za sobą w ogień, wcześniej jednak, informując o niebezpieczeństwach z tym związanych. Takich przyjaciół, każdy z nas chciałby mieć,  a ten kto ma, to prawdziwy szczęściarz. Przecież posiadanie „swoich” ludzi, z którymi można spędzać święta, urodziny, wakacje, nudne zimowe wieczory, czy najgorsze życiowe chwile to skarb! A mieszkanie drzwi w drzwi, to przywilej, polegający nie tylko, na posiadaniu wspólnej lodówki, ale przede wszystkim na wzajemnej pomocy, nawet gdyby chodziło wyłącznie o dopasowaniu koloru butów, do sukienki. 🙂

Przyjaciele to jednak coś więcej, niż tasiemcowa amerykańska produkcja. To serial dla tych, którzy potrzebują odpoczynku po ciężkim dniu, oraz dla tych, którzy po prostu chcą się pośmiać. Oprócz dawki genialnych dialogów, które mają tendencję do zagnieżdżania się w pamięci:

.. serial ten jest po prostu przyjemny w odbiorze. Nie ma w nim krwawych ani brutalnych scen. O seksie się mówi, ale nie w sposób wulgarny ani przesadny. Nie ma Facebooka. Instagrama, ani Twiterra. Są za to pierwsze telefony komórkowe, wielkości cegły, oraz telewizja kablowa. Jest też czas na rozmowę (!), wspólne jedzenie posiłków (!), spotykanie się, bez wcześniejszego umawiania (zawsze w kawiarni!), oraz dużo zabawnych sytuacji, z którymi muszą sobie radzić całą paczką.

Jest też to, czego często brakuje nam we współczesnym świecie (przyp. red. CZAS), oraz o wiele, wiele więcej…


Jeśli o mnie chodzi, to serial ten uratował mi życie chyba z milion razy. W ostatnim półroczu, miałam wiele ciężkich chwil i momentów, w których kompletnie nie wiedziałam co  ze sobą zrobić. Za każdym razem, kiedy oczy były spuchnięte od łez, a serce smutne, z wielu powodów, kolejny odcinek Przyjaciół, przywracał mi nadzieję, że będzie lepiej. A nawet w to, że będzie po prostu dobrze! No i zwykle tak też, się później działo.

Polecam więc gorąco, tym którzy nie znają <3 A tym którzy znają, polecam odświeżyć pamięć. Ja robię to regularnie, podczas sprzątania, gotowania czy prasowania. Albo kiedy mam zły humor. Na pocieszenie!

 

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

Dodaj komentarz