Bliskość, której wszyscy potrzebujemy

hug

Wszystko wydarzyło się nie dawniej, jak jakieś dwa tygodnie temu. Był to czas intensywnych przygotowań do egzaminów, a co za tym idzie picia kawy (której zwykle nie pijam), spędzania wielu godzin na wkuwaniu nudnych regułek i snuciu planów, które na realizację miały poczekać do tego magicznego momentu, czyli wakacji.

Tak więc nic specjalnego. Siedziałam na balkonie i korzystając z chwili przerwy sięgnęłam po telefon po to, by porozmawiać z kimś o nieco przyjemniejszych sprawach. Połączyłam się więc z drugim krańcem Polski i szybko wdałam się w wymianę zdań dotyczących samopoczucia, zdrowia, spraw bieżących, obowiązków no i tego wszystkiego, o czym rozmawia się zwłaszcza wtedy, kiedy szalenie nie chce nam się uczyć. Minuty mijały, a babskie ploteczki zaczęły przeradzać się w rozmowę nieco głębszą i trudną. Od słowa do słowa, przeszłyśmy więc z O. do tematu bliskości, nawiązując do wpisu, który w tamtym czasie pojawił się na moim blogu i który dotyczył pomagania tym, którzy tej pomocy potrzebują… (Dla przypomnienia, znajdziecie go TUTAJ)

Do dziś cieszę się, że rozmowa zeszła właśnie na ten konkretny tor, ponieważ w prezencie otrzymałam jedną z najpiękniejszych historii o tym, jak można rozumieć bliskość. A może właśnie najpiękniejszą

No więc słuchajcie!

Był to dzień, jakich wiele. Piękny i słoneczny, ale jednocześnie wypełniony licznymi obowiązkami, które obejmowały nie tylko naukę i naukę, ale też jak przystało na prawdziwą Panią Domu, uzupełnienie lodówki no i gotowanie. O. zdając sobie sprawę ze swojego zapominalstwa, wybrała się do sklepu, po przysłowiowy koperek, bez którego produkcja obiadu nie mogła mieć miejsca, no i zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, co za chwilę miało się wydarzyć, szła chodnikiem, tak normalnie i naturalnie, jak robi to każdego innego dnia.

Tło wydarzeń

O. mieszka w pięknym mieście z nieograniczonym dostępem do morza, które kocha swoim całym serduszkiem, tak samo jak i ja, chociaż bywam w nim sporadycznie. Opisując swoją okolicę, wspomniała mi jednak, nie o pięknym widoku z okna w kuchni, otaczającej ją zieleni, nowych ławkach pod blokiem czy odległości, jaka dzieli ją od najbliższej plaży, ale o obecności osób starszych, które zamieszkują sąsiednie klatki. Z jej relacji wynikło, że nie sposób ich nie zauważyć, zwłaszcza wtedy, kiedy powolnym krokiem pokonują dystans pomiędzy mieszkaniem a warzywniakiem, wystawiają do słońca pokryte zmarszczkami twarze, lub kiedy obserwują toczące się, zwyczajne życie, które w obecnych czasach, nabrało niesamowitego tempa. (Pośpiech, stres, i nos wlepiony w szybkę telefonu)

W bloku, w którym mieszka O., swoje mieszkanie ma również starsza kobieta, którą opisała słowami: “Bardzo szczupła i wysoka (..) Krótkie, siwe włosy, delikatnie pomalowane usta i kolczyki z perłami. (…) Wygląda na naprawdę zadbana kobietę.” O. powiedziała mi też, że wbrew pozorom, gdyż kobieta przypomina prawdziwą damę, jest ona niesamowicie życzliwa i uśmiechnięta. Nieraz wymieniły między więc sobą parę zdań, zatrzymując się na chwilę by okazać sobie wzajemny szacunek.

Tak miało być i tym razem, kiedy O. już z oddali rozpoznała znajomą sylwetkę i uśmiechając się serdecznie, podeszła do sąsiadki. I wtedy własnie wydarzyło się coś pięknego!

“Ona zamiast do mnie zagadać jak to zwykle bywało – objęła mnie. I to było takie mocne objęcie. Takie szczere. Czułam, że ona tego potrzebowała. Byłam w szoku ale odwzajemniłam jej objęcie i zrobiło mi się ciepło na serduchu”.

Wyobrażacie to sobie? Wbrew pozorom zupełnie obca osoba, podchodzi do Was, łamiąc wszelkie konwenanse oraz granicę prywatności, którą czasami bardzo niebezpiecznie jest przekraczać, i po prostu się przytula.

Bezinteresownie.

Bez pośpiechu.

Mocno i serdecznie.

Z potrzeby serca.

Z głęboką wdzięcznością.

Bez słów…

“Jak już przestała mnie przytulać, uśmiechnęła się do mnie i z taką miną poszła do domu. I to był taki uśmiech prawdziwej radości, takiej dziecięcej wręcz”

Takie historie się zdarzają…

Przyznam szczerze, że takiej puenty tej historii się nie spodziewałam, i kiedy O. skończyła opowiadać, miałam nie tylko łzy w oczach, ale też gęsia skórkę, chociaż na balkonie było więcej niż 25 stopni ciepła. Po głowie biegało mi wtedy mnóstwo myśli, które krążyły wokół mojego środowiska i tego, jakich ludzi ja spotykam na co dzień, na swoim “podwórku”.

Dotarło do mnie wówczas, że przecież z potrzeby bliskości nigdy się nie wyrasta. Tak samo, jak niemowlęta, pragnące nie tylko obecności mamy, ale też jej dotyku, dzieci biegnące do rodziców z rozbitym kolanem, grupy przyjaciół, witające się krótkim uściskiem, czy zakochani przytulający się do siebie na ławce w parku, również osoby starsze, tęsknią za dotykiem drugiej osoby…

Czym jest bliskość?

Chyba zbyt często zapominamy o tym, jak wiele osób wokół nas jest samotnych, i jak bardzo trudne musi to dla nich być. Przecież historia, która przydarzyła się O. jest niezwykła, ale jednocześnie smutna. Ja myślę, że to coś więcej, niż tylko akt desperacji. To raczej przejaw, zupełnie naturalnej i instynktownej potrzeby, którą człowiek wysysa wraz z mlekiem matki, jaką jest poczucie obecności drugiej osoby. Bliskość nie zawsze musi wiązać się z przekroczeniem pewnej bariery, dotykiem, przytulaniem. To może być również rozmowa, uśmiech skierowany do mijanej osoby, czy pomoc w niesieniu ciężkich zakupów. Historia O. to dość skrajny przypadek, bo raczej nie zdarza się, by niemal obca nam osoba, po prostu się do nas przytuliła. Mimo wszystko, pokazuje nam, jak ogromnym problemem jest brak bliskości, i jak destrukcyjnie wpływa na człowieka. Kontakt z drugą osobą, jest nam wszystkim potrzebny tak samo, jak powietrze. Bez bliskości rozumianej na wiele sposobów, człowiek po prostu znika. Staje się przezroczysty. A to chyba najgorsze co może się wydarzyć.


PS: Dobro wraca, a bliskość działa zawsze w obie strony. O. pięknie to ujęła słowami: “jak o tym myślę to nadal czuje się jak tego dnia, kiedy ona mnie przytuliła. To było coś mega ważnego. Dla niej pewnie dużo bardziej, ale i ja bardzo to przeżywam i wspominam jako coś cudownego”

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

6 Komentarzy

  • Co jeśli nie znajdujemy żadnej przyjemności z bycia wśród ludzi? Czy to znaczy że otaczamy się tymi nieodpowiednimi czy też że z nami coś jest nie tak?🤔

    • Myślę, że to bardzo skomplikowana sprawa, jednak gdybym miała bazować wyłącznie na swoich doświadczeniach, to momenty podczas których najbardziej brakowało mi obecności drugiego człowieka wynikały z tego, że wokół mnie nie do końca byli ludzie na których mogłam polegać… Jednak każdy z nas, tworzy zupełnie nowy przypadek i historię, dlatego tak trudno odpowiedzieć na to pytanie …

  • Piękna historia. Na pierwszy rzut oka wydaje się banalna, ale stanowi fantastyczną lekcję dla współczesnych ludzi.
    Tak łatwo przejść obojętnie patrząc ciągle w ekran telefonu. Co się z nami dzieje? Dlaczego wirtualne życie zaczyna interesować nas bardziej niż to realne? Dlaczego przechodzimy obojętnie obok żyjących wśród nas ludzi klikając z jakąś wirtualną postacią?
    Każdy z nas potrzebuje bliskości. Tak było wtedy kiedy byliśmy dziećmi… tak jest teraz i …. tak będzie jak będziemy „starzy”. Dlaczego nie potrafimy okazać zainteresowania starszym? Przecież nas też to czeka. Nie mówię tylko o obcych, ale każdy z nas ma kogoś starszego w rodzinie kto bardzo możliwe że większość czasu spędza samotnie. A odwiedziny dzieci, wnuków lub nawet sąsiadki są cudownym oderwaniem od samotnej codzienności. Korzystamy zatem z możliwości odwiedzania ich póki są wśród nas. Moi dziadkowie już nie żyją, a chętnie odwiedzilabym ich i znów posłuchała historii z ich lat młodości :).

    • Zawsze kiedy jestem w domu, odwiedzam dziadków. Widzę jak wiele radości sprawia im wypita wspólnie herbata i krótka rozmowa. Oni mają szczęście, bo oprócz wspaniałej rodziny i wielu wnuków, nadal mają siebie nawzajem… Jednak zdaje sobie sprawę, że wiele osób jest po prostu niesamowicie samotnych, i nie dotyczy to wyłącznie osób starszych. Brak bliskości mogą odczuwać osoby w każdym wieku i w każdym miejscu na ziemi…

Dodaj komentarz