Brak czasu a kreatywność

czas- kompatybilnie.pl

Już od kilku dni noszę w sobie potrzebę napisania czegoś nowego. Niestety kończy się na to na tym, że siadam przed pustą kartką i słowa nagle uciekają mi z głowy. Wkurzam się i denerwuje, że jeszcze pięć minut temu miałam głowę pełną pomysłów, a teraz nie mogę sklecić prostego zdania. Robię wiec kolejne podejścia: przed śniadaniem i po obiedzie, w przerwie od nauki czy chwilę przed snem. Próbuję, próbuję i nic. Doprowadziło to do tego, że cały ten proces pisania zamiast dawać radość, zaczął mnie niesamowicie irytować, aż do momentu kiedy usiadłam na tyłku i zaczęłam szukać źródła problemu…

I znalazłam, nawet całkiem szybko. Idąc tropem dedukcji, iż najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy w wolnym czasie lub kiedy się najzwyczajniej w świecie nudzę, to doszłam do tego, że mając tyle obowiązków i rzeczy do ogarnięcia co ostatnio, wyznaczam sobie ramy czasowe, w których powinno „coś” powstać. A tak się właśnie nie da.

Kreatywność umiera wraz z poczuciem obowiązku. Nie można jej zaprogramować, ani przestawić z trybu off na on. Zwykle pojawia się i znika. Podsycana jest wszelkiego rodzaju inspiracjami i bodźcami ze świata zewnętrznego, i jednocześnie niszczona brakiem ujścia. Co przez to rozumiem? Jeśli wpada mi do głowy jakiś pomysł na tekst, i nie ubiorę go w słowa odpowiednio szybko, powoli blednie i  rozpływa się w niebycie. Najlepiej byłoby więc pisać wtedy, kiedy mam potrzebę, a nie wtedy kiedy, wydaje mi się, że powinnam…

Tylko jak to zrobić?

Tym właśnie pytaniem, przechodzę do sedna całego problemu, który dotyczy każdego z nas. Nie chodzi tu ani o pisanie, ani o wyrażanie siebie w jakiejkolwiek postaci. Wiadomo, jedni tego potrzebują, inni wręcz przeciwnie. Chodzi tu jednak o samo pojęcie i rozumienie czasu, który goni nas nieubłaganie…

Ta nasza współczesna rzeczywistość jest trochę dziwna. Świat daje nam tysiące możliwości na organizację wolnego czasu i jednocześnie odbiera nam możliwość korzystania z nich, zarzucając nas obowiązkami i zadaniami do wykonania. To tak jakby ktoś podsunął nam pod nos ciastko z kremem, pozwolił skosztować, by zabrać resztę z satysfakcją. Bo niby to jest tak, że pracujemy osiem godzin na dobę, ale dodatkowe dwie spędzamy w komunikacji miejskiej. Później ogarniamy zakupy, robimy kolację, pranie, sprzątanie, zerkamy na maila, na minutkę dosłownie siadamy do Internetu i oglądamy program w TV, tylko przez pół godzinki. Dopiero patrząc na zegar sugerujący iż pora położyć się do łóżka, zaczynamy zastanawiać się, gdzie podział się nasz wolny czas? I czy takie coś w ogóle istnieje?

Niby wiemy, że powinno się chodzić do kina i na siłownię, czytać książki i regularnie podcinać włosy. Jeść zdrowe posiłki przygotowywane w domu, ale też wyjść do restauracji ze znajomymi. Pojechać na wakacje i regularnie odpoczywać w weekendy. Odcinać się od pracy po godzinach, i tworzyć coś swojego…. Tylko co z tego, skoro w realnym świecie nieustannie o tym zapominamy? Nikt z nas nie jest człowiekiem doskonałym, i o ile mi wiadomo, taki się jeszcze nie urodził. Mamy wady, które wpędzają nas w poczucie winy. Z natury jesteśmy leniwi. Brakuje nam motywacji do działania. Wolimy spędzić wieczór przed komputerem niż wyjść do ludzi… No i jesteśmy trochę zagubieni w tym czego oczekujemy od siebie oraz tym czego świat od nas oczekuje…

Dlaczego tak jest?

Wszystko w życiu tłumaczymy sobie brakiem czasu. To że nawalamy w pracy,  jemy w pośpiechu zapominając o śniadaniu, nosimy ten sam płaszcz od kilku sezonów, nie wiemy kim jest Chodakowska, a książkę ostatni raz czytaliśmy w liceum i była to lektura obowiązkowa… Prawda jest jednak nieco inna. Niepodważalnie, problem z czasem istnieje. Jednak źródłem jest nie jego brak, a nieodpowiednie nim zarządzanie.

To wszystko prowadzi do tego, że wszystko robimy z zegarkiem w ręku. Zwłaszcza kiedy mamy kalendarze wypchane po brzegi i biegamy z miejsca na miejsce. A kiedy w końcu siadamy na kanapie, zamiast relaksu, zaczynamy zamartwiać się bliższą i dalszą przyszłością. Nie potrafimy cieszyć się tym co jest tu i teraz, ale ciągle wybiegamy do przodu, po to by ktoś inny nas nie wyprzedził.

Nieustannie w naszej głowie kotłują się myśli, czy aby ze wszystkim zdążymy, czy damy radę, czy zrobić to tak, a nie inaczej. Nie potrafimy odciąć się od tego, nawet gdy oglądamy film, spacerujemy, lub gdy siadamy do zaplanowanego zadania, które musimy wykonać.  Żyjemy przyszłością. Działamy szybko. Dużo od siebie wymagamy, a ostatecznie najważniejsze rzeczy odsuwamy na dalszy plan. Nie chcąc marnować ani chwili, podejmujemy złe wybory. Zamiast odpoczynku wybieramy pracę, a o własnych potrzebach zapominamy całkowicie…


Sumując sobie moje dwa aktualne problemy: czyli wymuszona pora pisania i permanentny brak czasu, doszłam do wniosku, że potrzeba tutaj radykalnych zmian. Przede wszystkim mniej planować i mniej od siebie wymagać, a raczej skupić się na zbieraniu doświadczeń, przeżywaniu i spędzaniu czasu z przyjaciółmi. Ostatnio złapałam się na tym, że zapisuje w kalendarzu nawet najmniejsze rzeczy do zrobienia, jak zakupy czy przygotowanie obiadu. Niby nie ma w tym nic złego, ale w momencie kiedy, któregoś z punktów nie udaje mi się zrealizować, mam poczucie porażki. To absurdalne, tym bardziej, że świat pędzi dalej i nikt nie ucierpiał z tego powodu.

Kiedy więc narzucam sobie czas na pisanie, czytanie książek czy oglądanie filmu, przestaje czerpać z tego radość. Tym samym zamykam się na kreatywność. I stąd też bierze się moja pustka w głowie. Planuje wiele rzeczy, a niewiele udaje mi się zrealizować.

Niestety nie znam żadnego cudownego sposobu na wydłużenie doby. Ba! To ja sama, bardzo często mam wrażenie iż moja, kurczy się jak gąbka podczas wyciskania. Nie umiem też mądrze zarządzać swoim czasem, ogarniam wszystko w ostatecznych terminach i czasami nawalam. Wiem natomiast jedno, że są rzeczy, których zaplanować się nie da, i to właśnie one zwykle są najfajniejsze. Najlepsze pomysły przychodzą przypadkiem, tak jak chwile, które zostają później w naszej pamięci na zawsze.

Życzę więc wszystkim (i sobie też) luzu, spontaniczności i dziecięcej radości!

 

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

6 Komentarzy

  • A ja mam tak, że im bardziej jestem zorganizowana, a mój dzień jest zaplanowany, im więcej działam, tym moja kreatywność się zwiększa! Im więcej tworzę, tym wiecej mam nowych pomysłów. Jednak badania dowodzą, że odpoczynek i nicnierobienie jest twórcze! Więc nie można zapominać o zaplanowaniu czasu, który będzie można przeznaczyć na zmarnowanie, czyli robienie rzeczy wyłącznie dla siebie, czyli spanie i turbodrzemki! Pozdrawiam!

  • Mam tak samo jak Ty ! 😜
    To smutne, że nie potrafimy cieszyć się z wolnej chwili i na prawdę odpocząć.
    Świetny blog!
    Pozdrawiam 😉

Dodaj komentarz