Jest przedostatni dzień roku. Za oknem ciemno, w domu cicho, a w głowie pustka. Piszę i usuwam. Zabawa ta trwa już ponad godzinę i jak na razie końca nie widać. Trochę nie wiem jak zacząć, a trochę wstydzę się opowiadać Wam o tym co u mnie – bo zbyt wiele to się przez ten rok nie wydarzyło. W dobie internetu, w którym ludzie na bieżąco zdają relacje ze swojego życia, dzieląc się sukcesami, podróżami, nowymi samochodami, mieszkaniami, miłością, przyjaciółmi, dziećmi i jedzeniem – zwyczajne życie wydaje się niezbyt atrakcyjne. Moje życie. Bo przez cały ten rok nie dokonałam niczego przełomowego. Nie osiągnęłam sukcesu (czymkolwiek on jest), nie opuściłam granic naszego kraju ani nie spróbowałam zbyt wielu nowych rzeczy. Chciałam zrobić miesięczne podsumowanie roku, ale okazało się że wiele z nich było mocno nijakich. Nie wartych zapamiętania ani tym bardziej powtórzenia. To nic. 

W tym roku po raz pierwszy w życiu dałam sobie przyzwolenie na gorszy czas. Nie walczyłam z nim. Nie udawałam, że jest w porządku – ale po prostu postanowiłam to przetrwać. Ten okres dał mi w rezultacie więcej niż się spodziewałam. Dzięki niemu na przyszłość patrzę z nadzieją. Nie narzucam sobie niczego. Nie oczekuję zbyt wiele. Uczę się doceniać. To trudna sztuka, ale gra warta jest świeczki….

I wiecie co? Naszła mnie taka oto refleksja.

Ciągle chcemy mieć więcej i więcej, nie dostrzegając tego co już mamy. Bo przecież przyjaciele, rodzina, zdrowie, bezpieczeństwo, zawsze pełna lodówka i ciepło w mieszkaniu. Możliwość spełniania swoich małych marzeń, odpoczywania, robienia tego, na co ma się ochotę, chodzenia do pracy i zarabiania pieniędzy. Leniuchowania w weekendy i zjadania czekolady zamiast kolacji. Możliwość oglądania kolejnych wschodów słońca i blasku księżyca. Wdychania wilgotnego od deszczu powietrza i czytania książki pod grubym kocem. 

Tyle dobra przydarza się nam każdego dnia. 

Do szczęścia zwykle nie potrzebujemy więcej, niż aktualnie posiadamy. 

 

Zamiast więc patrzeć na miniony rok krytycznym wzrokiem, postaram się dostrzec w nim to wszystko, co dało mi szczęście. Tak więc…

  • Wzięłam ślub! Był to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu i zdecydowanie najpiękniejszy dzień w całym roku! Idealny. Pełen miłości i czułości. Zabawy do rana. Przyjaciół, którzy nigdy nie zawodzą. Śmiechu i tańca. Wiele bym oddała, aby móc to wszystko przeżyć jeszcze raz!
  • Obroniłam pracę magisterskiej i skończyłam studia. Oficjalne zamknięcie tego etapu edukacji wiązało się dla mnie przede wszystkim z ogromną ulgą. Chociaż studia były ciekawe, to jednak bardzo obciążyły mnie psychicznie i fizycznie. Wybierając tryb zaoczny, wiedziałam na co się decyduje, ale rzeczywistość okazała się być jeszcze cięższa niż się spodziewałam. Mimo to jestem z siebie dumna. Napisałam pracę na czas i obroniłam się w pierwszym terminie. Usłyszałam masę ciepłych słów i wiem, że na ponad 100 pracy stronach odwaliłam kawał dobrej i solidnej roboty.
  • Odświeżyłam bloga i wróciłam do pisania! 
  • Zrezygnowałam z pracy, chcąc zrobić sobie 3 miesięczne wakacje. Bardzo ich potrzebowałam nie tylko po ostatnim roku, ale właściwie po wszystkich latach studiów. I chociaż poszukiwanie pracy nieco się przeciągnęło, to jestem wdzięczna za ten czas, który dostałam w prezencie i który zaowocował wieloma pomysłami na przyszłość.
  • Odkryłam nową pasję, jaką jest tworzenie kolaży. Od kilku miesięcy swój wolny czas poświęcam na tworzenie kolaży analogowych. Spodobało mi się to na tyle, że w najbliższym czasie zamierzam opanować podstawy grafiki komputerowej by za jakiś czas zacząć tworzyć kolaże w wersji cyfrowej.
  • Poszerzyłam swoją wiedzę w zakresie ekologii. W tej kwestii jestem zupełnie w innym miejscu niż rok temu. Przede wszystkim uświadomiłam sobie czym jest katastrofa klimatyczna oraz jaki wpływ ma na nią działalność człowieka. Dzięki tej wiedzy wprowadziłam do swojego życia szereg zmian, które obejmują przede wszystkim ograniczenie konsumpcji oraz zużycia plastiku, korzystanie z eko rozwiązań – jak np. butelka wielorazowego użytku czy zmiana diety na bezmięsną (powiedzmy w 90% – wciąż zdarza mi się jeść mięso).
  • Zrozumiałam w końcu, że jeśli nie zainteresuje się polityką, obudzę się kiedy ona zainteresuje się mną. Teraz staram się być na bieżąco z tym co dzieje się nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Niestety, im bardziej jestem świadomym człowiekiem, tym trudniej mi żyć z niesprawiedliwością, która nas otacza. Wychodzę jednak z założenia, że wiedzieć i rozumieć, to znaczy również mieć wpływ. A to już naprawdę bardzo dużo. 
  • Zrobiłam masę mniej istotnych rzeczy, które po prostu sprawiły mi przyjemność. Obejrzałam dużo fajnych filmów i seriali. Wkręciłam się w oglądanie dokumentów, które pochłaniam nałogowo od pewnego czasu. Pierwszy raz w życiu (serio, serio!) byłam na kręglach i squashu. Wiosną spacerowałam nad Bałtykiem, a oprócz tego odbyłam kilka weekendowych wyjazdów po Polsce. Załapałam się na ostatni koncert Comy i The Dumplings przed zawieszeniem przez nich działalności i odwiedziłam kilka muzeów, które miałam od jakiegoś czasu na liście rzeczy do zrobienia. Przeczytałam sporo fajnych książek i zaczęłam prowadzić dziennik, który pomógł mi uporządkować moje myśli. Oprócz tego zostałam dumną mamą monstery, pieniążka, skrzydłokwiatu, fikusa, aloesu oraz wielu innych roślinek, których mam na mieszkaniu ponad 25 sztuk 🙂 W lipcu przeprowadziłam się do nowego mieszkania, a w sierpniu bawiłam się na panieńskim w górach. Byłam na czterech wspaniałych weselach i patrzyłam na szczęście przyjaciół. Poukładałam sobie w głowie i wyszczególniłam priorytety. Nieśmiało zaczęłam też myśleć o domu z ogródkiem i wyprowadzce z Krakowa… 

W sumie to był całkiem niezły rok. Coś się skończyło. Coś się zaczęło. Jak to w życiu. 

Czego więc sobie życzę na 2020? Spokoju i otwartej głowy! 

PS: Postanowień zwykle nie robię, albo robię i zapominam o nich już drugiego stycznia. Tym razem podeszłam do tematu inaczej. Zamiast postanowień jest konkretny plan tego co chce osiągnąć i w jaki sposób. Doszłam do wniosku, że robienie ogólnych założeń jak np. „nauka języków” nic nie da. Dopiero konkret jak „nauka języka 2 razy w tygodniu po 45 minut z podręcznika X” może przynieść oczekiwany efekt. 

Czy się uda? Zobaczymy! Lista jest długa! 🙂 

… ale, póki jest motywacja, jest też nadzieja! 

PS¹: Trzymajcie się ciepło, bawcie się dziś dobrze i nie strzelajcie fajerwerkami ani petardami, bo to przynosi więcej szkód, niż pożytku. 

 

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

4 komentarze

  1. Czyli w gruncie rzeczy ten rok nie był taki zły 🙂 I nie zawsze musi być nie wiadomo jak szałowy. Ważne, by było po naszemu.

    1. Author

      Masz rację! Aczkolwiek widząc dokonania innych, czasami trudno zrozumieć, że zwyczajnie – znaczy dobrze ….

  2. Gratulacje zdania studiów oraz ślubu! Widzę, że twój 2019 był naprawdę ciekawy. Jeszcze więcej ciekawych chwil w 2020!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *