Czym jest szczęście? – zapytałam kiedyś dziadków huśtając się na podwórkowym trzepaku. To pokój na świecie, zdrowie i rodzina – odpowiedzieli wracając do swoich obowiązków. Zostawili mnie z tym trudnym, niezrozumiałym zagadnieniem, więc musiałam drążyć dalej. Czy jesteście szczęśliwi? – zapytałam rodziców, a oni pokiwali głowami tłumacząc, że to dzieci są szczęściem w życiu. Dzieci i dobra praca – dopowiedzieli po chwili. Wciąż nie rozumiałam. Podpytałam więc koleżankę z nadzieją, że może ona cokolwiek mi wytłumaczy. Nie wiedziała co odpowiedzieć, tylko pokazała mi swoją nową lalkę, którą dostała na urodziny. Chciałam się nią pobawić, ale nie pozwoliła mi jej dotknąć. Szczęściara – pomyślałam patrząc smutno na swoje zabawki leżące w kącie i zaczęłam płakać.

Czas leciał dalej. 

Parę lat starsza postanowiłam wrócić do tematu. Obserwować, podglądać i znaleźć gdzieś to szczęście, o którym wszyscy mówili na prawo i lewo wzdychając głośno „ach, gdyby nie …. to byłabym szczęśliwa„, „tylko tego brakuje mi do szczęścia„, „a nasi sąsiedzi to prawdziwi szczęściarze…” I tak dalej i dalej. Bez końca.

Już wtedy wiedziałam, że to całe szczęście to coś niesamowicie WAŻNEGO. To coś, co chce mieć każdy, a jak każdy to i ja. Tylko wciąż nie wiedziałam skąd je wziąć i co tak naprawdę oznacza…

A potem przyszło lato. 

I wakacje u dziadków. Wyjazdy nad jezioro. Rodzinne ogniska. Całodniowe zabawy poza domem. Lody na patyku. Spadające gwiazdy. Nocowanie pod namiotem. Zapach morza. Brudne stopy. Poobijane kolana. Jagody zbierane w lesie. Zabawy w podchody. Ciasto z truskawkami. Małe szczeniaczki biegające po podwórku. Długie wieczory. Krótkie poranki. Kakao na śniadanie. Bułka drożdżowa. Nocne koncerty świerszczy i żab. Dźwięk gitary. Zapach lasu. Rowery. Wycieczki. Przyjaciele…

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to całe szczęście trzymałam w garści nie raz, nie dwa. Szukałam więc dalej. Idiotka.

Wtedy przyszło najgorsze.

To całe dojrzewanie i dorastanie. Stałam się wtedy najbrzydsza. Najgrubsza. Najchudsza. Zbyt głupia i zbyt mądra. Zbyt wrażliwa i poważna. Niezdarna. Powolna. Nudna. Wciąż niedostatecznie dobra. Nieidealna. W rankingu ludzi szczęśliwych postawiona gdzieś na ostatnim miejscu, o numerze większym niż byłam w stanie zapamiętać. Wciąż szukająca tego, co chce mieć każdy, ale tracąca entuzjazm i wiarę w siebie. Wątpiąca w to, czy kiedykolwiek uda mi się rozwikłać zagadkę szczęścia.

A przecież już wtedy powinnam wiedzieć, że miałam je przy sobie tak wiele razy…

Szukałam dalej

Dorosłam. Choć nie do końca jeszcze. Dziewczynka wisząca na trzepaku do góry nogami nie zniknęła i pewnie nigdy nie zniknie, bo przecież fajnie jest zachować w sobie odrobinę dziecka. Takie małe coś, dzięki czemu mając więcej niż dziesięć lat wciąż mamy ochotę na watę cukrową, a jedzenie jej sprawia nam radość i przynosi szczęście.

Mam dwadzieścia pięć lat i zrozumiałam, że to za czym tak wszyscy biegniemy mamy bardzo często na wyciągnięcie ręki.

I ja miałam to wszystko przez cały czas, od najmłodszych lat. Zdrowie i rodzinę. Mamę, tatę, brata i siostrę. Dziadków. Kuzynów. Przyjaciół i kolegów. Wakacje. Wyjazdy po Polsce. Dobre oceny i czas na czytanie książek. Wakacje pod namiotem. Ogniska. Opiekę. Miłość. Wsparcie. Dostałam to w pakiecie tak dawno, że zapomniałam o tym jaki to skarb.

Teraz już nie pytam mamy czy dziadka, o to czym jest szczęście i gdzie je znaleźć. Chyba już wiem. (A może tak mi się tylko wydaje…)


Zapętleni w rzeczywistość. Zalatani. Zabiegani. Rozdrażnieni, zapominamy o tym co najważniejsze. Chcemy zarabiać więcej pieniędzy, by móc wymieniać je na wszystko to co ma dawać nam szczęście (o czym zapewniają nas reklamy). Kupujemy więc mieszkania na które nas nie stać, samochody, którymi jeździmy do pracy i z powrotem, niepotrzebne sprzęty dające nam namiastkę luksusu. Marnujemy swój czas na rzeczy, które nie sprawiają nam radości. Biegamy za tym, co nieosiągalne. Wstajemy o świecie i padamy wieczorem na twarz, nie znajdując chwili na ulubioną książkę. Kupujemy i konsumujemy tak dużo, choć nie jest nam to potrzebne. Tracimy swoje zdrowie, stresując się, jedząc byle co i byle gdzie. Zapominamy o tym jak ważny jest sen i odkładamy wszystko na później. Bo mamy czas.

Wciąż szukamy szczęścia z pewnością, że kiedyś na pewno je znajdziemy.

Kiedyś…

Tylko dlaczego nie teraz?


 I tak sobie myślę, że człowiek to głupi jest czasami. Zawsze chce więcej niż ma aktualnie.

Pędzi na oślep. Biegnie. Potyka się o kamienie, zamiast spojrzeć do góry na niebo, na słońce. I odetchnąć.

Uwierzcie mi, czasami tylko to wystarczy.

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *