Instagram kłamie. O idealizacji życia i codzienności

Zdawać by się mogło, że dzisiejszy świat składa się z samych perfekcyjnych żon i matek, wspaniałych ojców zajmujących wysokie stanowiska w korporacjach, małych geniuszy, których rozwój stymulowany jest za sprawą edukacyjnych zabawek, książek i grona specjalistów, młodych ludzi podążających za marzeniami, podróżników, którzy z dychą w kieszeni zwiedzają cały świat, no i wszystkich tych, którzy swoje idealne życie zamykają w obrębie zdjęć, wrzucanych masowo na Instagram. W porównaniu do zeszłego wieku, obracamy się w dobrobycie i dostatku. Mamy tak wiele możliwości, że czasem po prostu nie wiemy z czego korzystać. Żyjemy na coraz wyższym “poziomie”, urządzając wnętrza zgodnie z najnowszymi trendami, wymieniając zawartość szafy co sezon i popijając  latte na sojowym mleku, podczas pracy we własnym “home office”. Coraz zdrowiej się odżywiamy, uprawiamy sporty, angażujemy się w akcje społeczne, rozwijamy pasje, dajemy coachingowe porady, wyrażamy własne zdanie, dbamy o rozwój wewnętrzny, staramy się balansować swoje życie w taki sposób, by niczego w nim nie brakowało. Chcemy być idealni… no i wiecie co? Wydaje mi się, że ten cały proces idealizacji wychodzi nam coraz lepiej. W dobie nieograniczonego dostępu do Internetu i ogromnej potrzeby dzielenia się własnymi przeżyciami, tworzenie obrazu perfekcyjnego życia jest naprawdę łatwe. Wystarczy, że posiadamy odrobinę wyczucia estetyki, ciekawie wypowiadamy się na jakiś temat, lub tworzymy coś, co zgrabnie wychodzi na zdjęciach i przyciąga uwagę. Pytanie tylko, jak to wszystko wygląda “od kuchni”?

Instagram

Popularność tego kanału, jest wręcz nie do ogarnięcia. Pod koniec roku 2017 Instagram, skupiał już ponad 600 milionową społeczność z całego świata. Społeczność tworzoną przez ludzi, którzy pojawili się w sieci po to, by dzielić się swoimi przeżyciami i codziennością. Z prostej aplikacji, w której chodziło głównie o publikację zdjęć, Instagram przerodził się w potężne narzędzie marketingowe, reklamowe, źródło dochodu, sposób na życie…. no i jednocześnie ogromne źródło inspiracji. Pamiętam moment, w którym zainstalowałam tę aplikację w swoim telefonie. Trochę po kryjomu i trochę ze wstydem, bo nie była ona zbyt popularna w moim środowisku. Konto na Instagramie mam już około 3-4 lat. Przewinęło się przez nie ogrom zdjęć, które dodawałam i usuwałam po jakimś czasie, niezadowolona z efektu. Przyznaję się bez bicia do tego, że totalnie “nie umiem w Instagrama”. Zdecydowanie swobodniej czuje się pisząc, niż publikując zdjęcia, których robić po prostu nie potrafię.

Z aplikacji jednak korzystam dużo, często, nieraz wręcz nałogowo, za co bywam na siebie zła. Automatycznie wyciągam telefon podczas jazdy komunikacją miejską, na przystanku, stojąc w kolejce w sklepie, czy siedząc w mieszkaniu i nie mając nic lepszego do roboty. Zwykle z 2-3 minut, bo przecież miałam tylko zerknąć, robi się ich kilkanaście lub kilkadziesiąt. Od zdjęcia do zdjęcia, od filmiku do Instastory, i tak w kółko, bo przecież nowe treści pojawiają się tam co kilka sekund, więc nie ma szans na nudę i wyczerpanie materiału…

Ja, czyli odbiorca

To nie jest tak, że jestem uzależniona, chociaż zdaje sobie sprawę, że tak właśnie mówi osoba, która jednak jest. 🙂 Lubię korzystać z tej aplikacji, jednak w sposób bierny, a nie aktywny. Zdecydowanie bardziej bliskie jest mi oglądanie zdjęć i zbieranie inspiracji, niż publikowanie własnych treści. Nie zmienia to jednak faktu, że od pewnego czasu jestem przytłoczona ogromem informacji, jakie otrzymuje w związku z tym portalem. Instagram staje się przeze mnie coraz mniej lubianym miejscem, i to nie ze względu na treści, które do niego trafiają (chociaż są i takie, których po prostu “nie trawię”), ale raczej ze względu na to jak bardzo dołujące staje się podglądanie życia innych osób, które uważamy za perfekcyjne, a które tak naprawdę idealne nie są. Porównywanie własnych osiągnięć, z osiągnięciami osób, które znamy tylko ze szklanego ekranu jest absurdalne, ale ma ogromny wpływ na coraz mniejsze poczucie własnej wartości i spadek motywacji.

Ma być ładnie i już

Aplikacja ta ewoluowała na przestrzeni ostatnich lat. Pierwsze zdjęcia, totalnie surowe, bez żadnej dodatkowej obróbki, zostały zastąpione masą zdjęć wyretuszowanych i pozbawionych naturalności. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam oglądać piękne konta, na których zdjęcia są magiczne, jedyne w swoim rodzaju. Spójna “siatka” to coś do czego dążę, i czego raczej nigdy nie uda mi się osiągnąć, ze względu na brak odpowiednich umiejętności i pomysłu. Szanuje ludzi, którzy znają się na profesjonalnej obróbce zdjęć, i publikują wyłącznie najwyższej jakości treści. Instagram z samego założenia, ma własnie cieszyć oko i być przyjemną formą spędzania wolnego czasu podczas oglądania zdjęć. No i z tym wszystkim, naprawdę się zgadzam, tylko martwi mnie fakt, że coraz częściej nie potrafimy znaleźć granicy pomiędzy tym co znajdujemy na fotografiach, a tym co jest prawdziwe.

Jak to działa?

Na tych najbardziej popularnych kontach, które mają ogromne rzesze obserwujących, zdjęcia pojawiają się codziennie, a czasem nawet kilkakrotnie w ciągu dnia. Oprócz tego, osoby te często są aktywne na Instastory, gdzie wypowiadają się na dany temat, odpowiadają na pytania obserwujących, lub po prostu wrzucają relacje z codziennych rytuałów. Załóżmy, że przygotowanie materiału do publikacji zajmuje od kilku do kilkudziesięciu minut. W skali całego dnia, to znikoma jego część. Zwykle urywek jakiejś chwili, ładnie uchwycony kadr, apetycznie podany posiłek, czy po prostu piękny widok. Na zdjęciu pojawia się coś, co trwa chwilę, a później znika, lub po prostu się zmienia. I ten, który publikuje takie treści jest świadomy, że do zaledwie znikomy procent jego całego życia, ale dla odbiorcy to wszystko wygląda już nieco inaczej.

No i ta druga strona

Załóżmy więc, że podczas kiedy my siedzimy w domu na kanapie, ktoś ze znajomych, lub po prostu z osób przez nas obserwowanych publikuje nowe treści. W ciągu piętnastu minut, dowiadujemy się kto dziś bawi się w gronie znajomych, kto wyjechał na wakacje, co zjadł i gdzie. Wiemy już jakie ubrania są najmodniejsze, który kolor paznokci warto wybrać, oraz jak zrobić piękny makijaż. No i oglądamy to wszystko, karmiąc się treściami, które coraz bardziej zaczynają nas irytować. No bo przecież my jesteśmy w domu, i na kanapie. Mamy na sobie dres, zamiast nowej sukienki. Paznokcie wymagają uwagi, tak samo jak włosy i całe ciało. Podczas gdy inni piją witaminowe smoothie, my zamawiamy pizzę, lub gotujemy pierogi. W piątek, zamiast szaleć na imprezie, wolimy zostać w domu, ale w momencie kiedy ktoś ze znajomych wrzuca zdjęcie ze świetnej imprezy, odczuwamy zazdrość … no i smutek. Zaczynamy zastanawiać się nad tym, jak to jest, że wszyscy dookoła mają idealne życie, a nam do ideału brakuje właściwie wszystkiego.

Nikt nie jest idealny, a Instagram kłamie

I właśnie w tym momencie, warto puknąć się w czoło i odłożyć telefon. Nikt, nie ma idealnego życia, nawet gdyby miał najpiękniejszy profil w całym wszechświecie i najlepsze zdjęcia. To co widzimy na ekranie, to tylko chwile, momenty, których również w naszym życiu jest wiele. Może po prostu ktoś dostrzega nieco więcej, lub wie jak złapać “ten” kadr, by wyszło z tego coś magicznego, ale nie oznacza to równocześnie, że ten ktoś jest idealny i ma cudowne życie bez problemów. A te akurat, ma każdy, poczynając od tych rodzinnych, zdrowotnych, przez problemy z samoakceptacją czy związkowe.

Mam osoby, które obserwuje na bieżąco. To co tworzą na swoich profilach Instagramowych to totalna magia, ale okazuje się, że mają też drugie, prawdziwe życie. Są wśród nich osoby walczące z nadwagą, brakiem pewności siebie, zdradzone przez faceta, po ciężkich przejściach na tle przemocy w związku, mające różne dolegliwości, osoby, które straciły kogoś bliskiego, i takie, które czasem tak jak każdy z nas, nie mają siły by funkcjonować. To osoby, które tylko wspominają o swoich problemach, nie zagłębiając się w nie, i chroniące swoją prywatność. To osoby normalne, które też zajadają pizzę, w piątkowy wieczór. A fakt, że akurat tego nie pokazują w Internecie, to po prostu ich wybór.

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

1 Komentarz

  • Świetny tekst!
    Przyznam szczerze, że od pewnego czasu tez czuję się przytłoczona ogromem informacji jakie dostaje wchodząc na ig czy fb. Konto na instagramie mam od niespełna roku i staram się obserwować głównie osoby, które znam osobiście. Wyjątki stanowią osoby, które w jakiś sposób mnie zaintrygowały, np., publikują wartościowe dla mnie treści, bo przecież nie tylko o zdjęcia chodzi. Wiem jednak, że wiele osób nie czyta treści publikowanych pod zdjęciem. Od pewnego czasu ograniczam korzystanie z portali tego typu, ponieważ zauważyłam jak wiele czasu tracę oglądając fragmenty czyjegoś życia zamiast zajmować się swoim.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz