Jak żyć, by nie obudzić się z ręką w nocniku?

Życie bywa przewrotne, zaskakujące i rozczarowujące jednocześnie. Zwykle wygląda nie do końca tak, jakbyśmy chcieli, ale tak, jak jest nam wygodnie. Być może nie zawsze i nie w każdym przypadku, bo  przecież chodzą po tej ziemi i tacy, którzy potrafią rzucić wszystko by spełniać swoje marzenia, ale racjonalnie patrząc, ogromny odsetek naszej ludzkości tkwi w „zastanym” środowisku, żyjąc tym życiem, w które został wplątany poprzez sieć układów, znajomości i przywiązania, bo i ono ma tutaj znaczenie.

Wygoda, którą tak często wybieramy w naszym życiu, ma różne źródła:

– bywa, że nie chcemy opuszczać rodzinnego gniazda po prostu z przyzwyczajenia do maminych obiadków i pełnej lodówki

– zdarza się też, że nawet po wyprowadzce z domu, nadal chodzimy na smyczy, wracając co chwila z podkulonym ogonem

– są też i takie przypadki, kiedy jesteśmy tak przerażeni widmem możliwych porażek, że wolimy po prostu nie robić nic… czekając z nadzieją, że to życie jakoś samo się poukłada.

Takimi więc drogami (chociaż pewnie jest ich o wiele więcej), kończymy ostatecznie grzejąc jakąś ciepłą posadkę w pracy, której nie lubimy, w otoczeniu, które nas irytuje, żyjąc z dnia na dzień i odliczając mijający czas kolejnymi świeczkami na torcie urodzinowym.

ALE…

Nie chce, żebyście mnie źle zrozumieli. Nie mam nic przeciwko spokojnemu życiu, pomieszkiwaniu w domu rodzinnym, czy klepaniu dokumentów w miejscowym urzędzie. Wiem, że każdy człowiek jest inny i ma zupełnie inne potrzeby i aspiracje. Jedni chcą zdobywać szczyty (dosłownie) inni zaś, marzą o wiciu rodzinnego gniazdka i spokoju. I to wszystko jest naprawdę w porządku, gdyby nie tylko jeden mały szczegół, a mianowicie ogromny problem jakim jest rezygnacja z marzeń.

Życie naprawdę układa się bardzo różnie. Sprawiedliwości nie ma. Nie od dziś wiadomo przecież, że jedni dostają dużo, inni niewiele, a są tacy, dla których brakuje nawet garstki przyjemności. Przecież to nie jest możliwe, że tej Mariolce to się wszystko udaje, i praca i mąż i nawet dzieci jakieś takie ładne i grzeczne, no i wakacje w Grecji co roku, a ta Halinka spod piątki to tylko stoi przy tych garach i plotkuje z sąsiadkami na ławce przed domem.

Okej.

Wiemy jak jest. Ktoś więcej, ktoś mniej. Jednym udaje się wszystko, inni zaś ciągle mają pod górkę. No cóż, świat już został tak urządzony… Więc najlepiej, to załamać ręce, usiąść na dupie i egzystować?

Otóż nie!

Wiecie co? Bo nagle okazuje się, że pani Bożenka, która od 20 lat sprzedaje w osiedlowym sklepie, kiedyś była młoda, szczupła i marzyła o karierze tancerki… Jednak w momencie kiedy ukochana babcia wyśmiała ten pomysł, a starszy brat powiedział jej żeby się lepiej nie wygłupiała, zamiast pokazać im co potrafi, odpuściła, skończyła szkołę i zaczepiła się do pierwszej lepszej pracy, w której już została. Z wygody.

Jaki z tego wniosek?

Nasze życie wygląda tak jak chcemy, bo tylko i wyłącznie my o nim decydujemy. Oczywiście są też rzeczy na które kompletnie nie mamy wpływu, jak np. choroba, ale w tym momencie rozpatrujemy te przypadki, kiedy możemy… a nam się nie chce. Z lenistwa, ze strachu, z obawy przed wyśmianiem, z przyzwyczajenia do tego co znamy oraz po prostu z wygody. Bo realizacja marzeń, być może będzie wymagała wysiłku, łez, przekraczania swoich możliwości, dogłębnego poznania siebie, nauki, poszerzania horyzontów oraz po prostu ciężkiej pracy.

Czy więc warto?

Tak, tak, tak i jeszcze raz tak! Sukces nigdy nie jest początkiem drogi, ale końcem pewnego etapu, osiągnięciem celu czy uzyskaniem upragnionego efektu. Jeśli patrzysz na innych ludzi, z myślą, że „im to się w życiu udało”, pomyśl ile musieli włożyć pracy w to, żeby mieć piękny dom, dobrze prosperującą firmę, czy możliwość podróżowania w każdy zakątek naszej ziemi.

Naprawdę, nic nie bierze się z powietrza. Pieniędzy, zdrowia czy wiedzy nie można sobie po prostu wyczarować, ale można o to wszystko zadbać. Można, a nawet trzeba. Przecież nikt z nas nie chciałby skończyć jak ta Bożenka, z przysłowiową ręką w nocniku, która z tęsknotą w oczach ogląda pokazy taneczne, zamiast stać na scenie… No właśnie, gdyby tylko spróbowała…

Nie dajmy nigdy sobie wmówić, że czegoś nie możemy, nie potrafimy czy nie podołamy! To nie prawda… Przecież o wiele lepiej spróbować i ponieść  smak porażki (lub zwycięstwa), niż nie spróbować i zastanawiać się całe życie, co by się mogło wydarzyć, gdyby tylko znalazła się chęć i odwaga. Nie ma ludzi, którzy są stworzeni do odnoszenia sukcesu. Każdy jest i każdy może odnosić sukcesy, według własnej skali. Ważne jest jednak aby nieustannie próbować, starać się coś ulepszać i zmieniać w swoim życiu. Monotonia zabija chęci do życia, zaś podejmowanie się kolejnych wyzwań jest motorem, który napędza do działania..

Wstawajcie więc rano, łapcie promienie słońca i działajcie! Buziaki!

 ______

zdjęcie: źródło

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

16 Komentarzy

  • Super tekst 😉 Gdyby nasze życie było autobusem, to tylko od nas zależy czy będziemy kierowcą, czy wsiądziemy i będziemy się podporządkowywać trasie kogoś innego. I pewnie, że warto próbować, nigdy się nie mówi, że początkujący zmagają się z frustracją, rezygnacją i górami, które pokonają lub nie, a jeśli pokonają satysfakcja jest ogromna 🙂

    • Czasami też łapię się na tym samym… 🙁
      Ala staram się z tym walczyć. Szkoda życia.

  • Dość ciekawą propozycją, z dość kontrowersyjnymi teoriami jest też „Być szczęśliwym na Alasce”Rafaela Santandreu. Autor polemizuje z koniecznością osiągnięć, choć wcale nie zniechęca do nich… Sugeruje jednak, by odnajdywać szczęście w codzienności, choćby na Alasce lub w osiedlowym sklepie właśnie 😉
    Można ją kupić np tu: https://goo.gl/WJhWgH

    • W takim razie jest mi podwójnie miło, że się spodobał!
      Życzę więc wszystkiego najpiękniejszego w tym wyjątkowym dniu! <3

  • Super napisane Kasia! Teraz nic tylko lecieć spełniać marzenia 🙂 Powodzenia w spełnianiu własnych!

Dodaj komentarz