Lepiej robić cokolwiek, niż nic

 

creativityy

Osobiście nie przepadam ani za Sylwestrem, ani za noworocznymi postanowieniami, ani za całym tym zaczynaniem wszystkiego od nowa. Rok w rok, łapie się na tym, że ja, to nadal ja. Starsza o kolejne 365 dni, może nieco dojrzalsza, ale wciąż ta sama. W tym roku grudzień dał mi nieźle popalić. Kiedy z dnia na dzień dołączyłam do grona osób bezrobotnych, jedyne co chciałam wówczas wiedzieć, to co dalej… Niestety nikt nie był w stanie powiedzieć mi, co powinnam robić całymi dniami, czym zająć głowę i jaki sens ma wstawanie z łóżka, kiedy cała Polska zbiera się do pracy na etacie, a mi pozostaje gnicie w domu. Przyznaję, na początku było całkiem fajnie, no wiecie, wylegiwanie się do południa, gotowanie porządnych obiadów i nadrabianie zaległości książkowych. Picie litrów herbaty, słuchanie muzyki i oglądanie kolejnych odcinków Friends`ów. Potem były święta, prezenty i zjazdy rodzinne.

Aż nagle koniec. Powrót do rzeczywistości. Sylwester. Dzień przełomowy. Początek nowego życia.

Jak już wspominałam, ani to dla mnie okazja do świętowania, ani do radości. Człowiek budzi się w ten Nowy Rok, patrzy w lustro, a twarz nadal ta sama. Może tylko nieco bardziej przepita i niewyspana, no ale cóż się dziwić. Mam wrażenie, że wraz ze styczniem, w ludzi wstępuje jakaś niezrozumiała chęć do działania, zmian i podejmowania życiowych decyzji. W tym roku również, nic się nie zmieniło. Zarówno moi znajomi, rodzina, jak i całe społeczeństwo, postanowiło wywracać swoje życie do góry nogami, podczas gdy ja siedziałam skulona pod kocem i jedyne czego wówczas pragnęłam, to przetrwać. Nie jeden miesiąc, nie zimę, ale całe życie… Tak bardzo chciałam, żeby ktoś poskładał moje puzzle w całość. Pokazał mi jakiś konkretny kierunek. Wskazał coś, w czym jestem dobra i czym powinnam się zająć. Niestety rzeczywistość jest nieco brutalna, nic w życiu nie przychodzi łatwo, a za darmo, to można jedynie oddychać. I tyle.

To co mi wówczas pozostało, to wziąć się w garść i znaleźć w sobie motywację do działania.

A jak to zrobić najlepiej?

Otóż, przypadkiem! Co polecam szczerze i gorąco!

… bo właśnie zupełnym przypadkiem natrafiłam w księgarni na całkowicie niepozorną książkę, a właściwie książeczkę, mającą niewiele ponad 100 stron. Kreatywność i nienawiść. Twórz jak ludzie sukcesuDan Norris. Z pewnością przyznacie mi rację, że tytuł jest nieoczywisty, intrygujący i ciekawy. Przynajmniej ja tak uważam, i to też mnie skłoniło do jej zakupu. I jeśli kiedyś zapytacie mnie o moją najlepszą, życiową inwestycję, to bez wahania odpowiem, że było to właśnie te kilkanaście złotych, za książkę, która nie tylko motywuje, ale naprawdę zmienia punkt widzenia. A tego właśnie było mi wówczas potrzeba.

A we mnie samym wilki dwa …

Książka jest krótka i czyta się ją jednym tchem. Być może ze względu na a) dużą czcionkę, b) małą objętość oraz c) czyli treść. Jeśli o mnie chodzi, to właśnie ten trzeci punkt zaważył na jej sukcesie. Bo autor naprawdę prostymi słowami ukazuje sedno sprawy. Tłumaczy jak tworzyć, po co tworzyć i dlaczego nie warto zrażać się porażkami, które są wpisane w proces tworzenia.

„Nakarm Wilka kreatywnego, zabierz pożywienie nienawistnikowi, żeby osłabł, a będziesz mógł się zabrać do pracy. To, co wtedy zrobisz, będzie mogło rzeczywiście coś znaczyć”

W książce Dana Norrisa, po raz pierwszy zetknęłam się z definicją Nienawiści, jako zjawiska destrukcyjnego dla procesu tworzenia i jakiegokolwiek działania. Nienawiść blokuje kreatywność. Jest cechą charakterystyczną tych, którzy krytykują innych, przy czym sami nie robią nic, aby zmienić coś w swoim życiu. Nienawiść łączy ludzi w skupiska, co można zauważyć zwłaszcza w internetowym środowisku hejterów. Jest negatywna, zła i niepotrzebna, ale jednocześnie nieskomplikowana. Podtrzymywanie w sobie nienawiści jest o wiele łatwiejsze, niż ciągłe podsycanie kreatywności. Człowiekowi z natury o wiele prościej jest komentować życie innych osób i podejmowane przez nich wybory, niż spojrzeć na siebie krytycznym okiem. Walka z nienawiścią nie jest jednak bardzo trudna. Wystarczy jedynie zmienić perspektywę, i trzymać się kilku zasad, o których Dan wspomina w swojej książce…

kompatybilnie.pl

Zmiany zacznij od siebie

Jako najgorszy rodzaj nienawiści, Dan definiuje nienawiść skierowaną do środka, czyli naszego wnętrza. Na prostych przykładach pokazuje jak bardzo niesprawiedliwi jesteśmy dla siebie samych, odbierając sobie zasługi i przypisując je innym. To całkowita prawda. Często, zbyt krytycznie oceniamy własne postępy, za to nieustannie podziwiamy innych. Przez to czujemy się nie tylko gorsi, ale wręcz beznadziejni. Zaczyna brakować nam motywacji do robienia czegokolwiek i wyjścia poza szereg. Wolimy wtopić się w szary tłum, zamiast zacząć żyć w taki sposób, o jakim od dawna marzymy. To właśnie wtedy nienawiść, bierze górę nad kreatywnością.

To co napisałam powyżej jest niby oczywiste i do podobnych wniosków, mógłby dojść właściwie każdy z nas. W rzeczywistości jednak, nie lubimy szukać źródła swoich problemów. O wiele łatwiej jest nam przemilczeć pewne fakty i przystosować się do otoczenia. Boimy się zmian, chociaż tak naprawdę w głębi serca o nich marzymy. Co więc robić? Jak zacząć? Nie wiem. Sama dopiero się uczę. Ale to czego jestem pewna, to lepiej robić jest mały krok do przodu, niż stać w miejscu.

Granica inspiracji

Moim ulubionym fragmentem książki, jest ten, który Harris poświęcił znaczeniu inspiracji, w procesie tworzenia. Niepodważalnie jest to jeden z najważniejszych etapów, na drodze do osiągnięcia sukcesu. I tak też autor o niej mówi. Przecież każdy twórca, musiał najpierw znaleźć natchnienie i pomysł, który popchnął go do konkretnego działania. Bez inspiracji, nie ma produktywności, efektów ani motywacji. Ważne jest jednak, aby zachować odpowiedni dystans i nie przekroczyć pewnej granicy! Tylko co przez to rozumieć? Według Dana ową granicę stanowi czas, który poświęcamy na inspirowanie się. Jeśli przekracza on znacznie czas, w którym tworzymy coś własnego, powinniśmy się zatrzymać. W życiu nie chodzi o to, aby nieustannie odwlekać w czasie, moment realizacji marzeń. Jeśli więc chcemy napisać książkę, lepiej zacząć to robić już teraz. To samo dotyczy jakiejkolwiek działalności twórczej. Przecież  każdy zaczynał kiedyś od zera…

Postanowienia  noworoczne

Tak naprawdę od lat już ich nie robię. Kiedyś, zamiast motywować mnie do działania, były raczej pisemnym potwierdzeniem mojej niekonsekwencji. Z dzisiejszej perspektywy, myślę, że skupiałam się na niewłaściwych zmianach, raczej tych, których oczekiwali ode mnie inni, niż tych, które ja sama rzeczywiście chciałam wcielić w życie. Dlatego nie lubię Sylwestra, który wszyscy traktują jako moment przełomowy. Jak dla mnie, taki przełom, może pojawić się w dowolnym momencie życia. Czasami bodźcem może być utrata pracy, wyprowadzka do innego miasta, zmiana studiów, czy poznanie nowych, inspirujących osób. U mnie była to po prostu przeczytana książka, którą naprawdę polecam!

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

4 Komentarze

Dodaj komentarz