Święta to zapach. Kompozycja dojrzałych pomarańczy, goździków, cynamonu, wyjętego z piekarnika makowca i choinki przyniesionej prosto z lasu, nasączonej intensywnym zapachem żywicy. To też muzyka. Dźwięki skrzypiącego pod butami śniegu, kolęd i pastorałek. Dzwonów kościelnych i głosów ludzkich. Rozmów. Szeptów. Krzyków. Śmiechu i płaczu. To również święta. A gdyby tak określić je kolorem. Jakiej użylibyście farby? Czerwieni, złota, zieleni? Bieli (śniegu)? Granatu (nieba)? A może wszystkich jednocześnie? A jeśli tak, to dlaczego? Czy święta zasługują na wszystkie barwy z dostępnej palety kolorów? Jak myślisz?

A co z symbolami? Małym Jezuskiem leżącym w żłobie. Mikołajem z siwą brodą. Gwiazdą betlejemską. Choinką. Uszkami z barszczem. Prezentami. A co z granicą między tym co sacrum, a profanum. Tym co ludzkie i tym co boskie. Wszystko się zatarło. I teraz to już nie wiadomo tak do końca o co w tych świętach chodzi. Czy o ludzi, czy o odpoczynek. Czy o najładniejsze dekoracje i światełka przed domem, czy raczej o bliskość i o czas, którego przecież nie mamy (albo tak nam się tylko wydaje)

Bo nagle to stało się takie oczywiste, że skoro są święta to musi być wszystkiego tak dużo. W nadmiarze. I jedzenia i prezentów i spotkań z rodziną. I na choince musi być wszystkiego dużo i pod choinką też. Przecież od lat ścigamy się -między sobą, nieoficjalne – o to kto ładnej udekoruje dom, albo kto upiecze lepsze ciasto. I ścigamy się z czasem, będąc po tych świętach nie wypoczęci, a wykończeni właśnie. Zmęczeni świętami i tym całym konkurowaniem. Robieniem rzeczy, na które nie mamy ochoty. Spotykaniem się z ludźmi, których nie lubimy. Z rodziną, za którą nie przepadamy – wysłuchując przy stole słów przykrych i niemiłych. 

A gdyby tak w tym roku zrobić coś dla siebie. Zrezygnować z tego wszystkiego, co nas drażni i spędzić ten czas jak chcemy i z ludźmi, którzy są dla nas ważni. Zamiast przy stole, to z książką w ręku. Zamiast w kuchni to z najbliższymi. Zamiast biegając z miotłą, na spokojnie. Bo przecież w tym wszystkim naprawdę nie chodzi o lśniące okna i kafelki w łazience.

To wcale nie jest takie trudne – odpuścić. W świętach nie chodzi o to by zjeść sernik, makowca i ciasto czekoladowe jednocześnie. By napchać się po uszy i umierać z przejedzenia. By pójść do kościoła tylko dlatego, że wypada. By łamać się opłatkiem z tymi, z którymi mamy toksyczną relację. By robić coś na pokaz. By w szaleńczym tempie odwiedzać całą rodzinę (choć nie ma się na to ochoty). By robić wszystko idealnie i perfekcyjnie, ale kosztem zmęczenia i frustracji.

I wiecie co?

Ja naprawdę nie rozumiem tych osób, które narzekają, że święta w tych czasach straciły swoje znaczenie. Bo przecież reklamy w telewizji i światełka na ulicach, bo choinki w centrum handlowym i piosenki w radiu. Bo przecież ledwo zaczyna się listopad, a już przesiąkamy tym świątecznym zapachem…

A to nieprawda. Prawdziwa Magia Świąt nie umarła. Wciąż istnieje i jest niezmienna od setek lat. 

To co jest w nich najpiękniejsze nie ma nic wspólnego z całą tą komercyjną otoczką, ale z tym co mamy tak naprawdę za darmo, ale o czym zapominamy w czasach, w których można wszystko kupić.

W tym miejscu kochani życzę więc sobie i Wam byśmy nie zapomnieli o co tak naprawdę w tych świętach chodzi. 

O bliskość i o czas.

Nie o prezenty.

Nie o choinkę.

Nie o dwanaście potraw na stole.

Tylko o to, by zadbać o tych, których kochamy. By zadbać o siebie i odpocząć. By robić to, na co ma się ochotę, nawet jeśli oznaczałoby to siedzenie w piżamie z kubkiem kakao w wigilijne popołudnie na drugim końcu świata. A przede wszystkim chodzi o to by stworzyć własny zapach świąt, wyjątkowy dźwięk i kolor, który nie musi mieć nic wspólnego z pomarańczami, choinką ani śniegiem.

Od Ciebie zależy to jak namalujesz swoje święta

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *