Marzenia się NIE spełniają, ale marzenia się spełnia…

Marzenia to niesamowicie wdzięczny temat, który wałkujemy nieustająco od najmłodszych lat. Nauczeni doświadczeniem, że jakieś marzenia mieć wypada (zwłaszcza w urodziny, kiedy wszyscy życzą ich spełnienia), przez całe życie zajmujemy się ich zbieraniem, kolekcjonowaniem i selekcjonowaniem na ważne, mniej ważne, oraz kompletnie bezużyteczne.

Wraz z wiekiem zaczynamy rozumieć, że życie do prostych nie należy, a zdmuchnięcie wszystkich świeczek z urodzinowego tortu jednocześnie, nie jest gwarancją spełnienia danego marzenia. Co więcej, nie jest nawet impulsem do jego realizacji, dlatego właśnie, że samo “pomyślenie o nim” nie wystarczy do tego, by stało się rzeczywistością.

Dla tych, którzy jeszcze tego nie ogarnęli, mam smutną prawdę, która mówi o tym, że marzenia (same) się NIE SPEŁNIAJĄ, ale marzenia SIĘ SPEŁNIA (samemu)!

Ot i cała filozofia.

Przyznam się szczerze, że ta wiedza wcale nie przyszła mi jakoś łatwo. Sama przez długi czas żyłam jak w mydlanej bańce, czekając na moment, w którym moje życie “ruszy z kopyta”. No wiecie, chodzi mi tu o czas w którym realizujecie się zawodowo, macie wokół siebie cudownych ludzi, pieniądze w portfelu i na koncie, zdrowe ciało, umysł, no i mnóstwo czasu na robienie super- fajnych rzeczy. No więc sobie tak czekałam, czekałam… i żyłam tak, że czas niesamowicie uciekał mi przez palce. Po drodze zgubiłam więc nie tylko siły do życia, ale przede wszystkim chęci oraz motywację do działania i realizowania tego, co sobie zaplanowałam. No i uwierzcie mi, to najgorszy stan w jakim człowiek może się znaleźć…

Tydzień naleśnika, i kolejny, i jeszcze jeden…

Przy czym mówiąc tutaj o naleśniku, nie mam na myśli delikatnego ciasta z twarogowym nadzieniem i świeżymi truskawkami na górze. Chodzi mi tu raczej o pozycję bezpieczną, jaką lubimy przyjmować zwłaszcza w chłodne, jesienno-zimowe wieczory, tj otulanie się kocykiem po sam nos i egzystowanie w tym ciepełku. Strefa bezpieczeństwa wyznaczana przez krawędzie milutkiego pledu, jest niesamowicie uzależniająca. Przyjemność jaką daje odcięcie się od świata zewnętrznego i pogrążenie się we własnych myślach i fantazjach jest wspaniałe…. ale tak naprawdę tylko wtedy, kiedy robi się to od czasu, do czasu. Nie codziennie. Na przykład po ciężkim dniu w pracy, podczas choroby, wtedy, kiedy pogoda za oknem nie zachęca do wyjścia, lub wtedy kiedy po prostu tego chcemy.

Ale kiedy leżenie w ciepłym kokonie staje się sposobem na przetrwanie dnia, to świadczy to o niczym innym, jak o tym, że mamy poważny problem. Bo człowiek choć z natury jest leniwy, został stworzony do działania, oraz zmieniania tego świata na lepsze.

Brak chęci do robienia czegokolwiek, to zatrzymanie w rozwoju i po prostu marnowanie swojego potencjału. Życie ma do zaoferowania tyle wspaniałych rzeczy, które są na wyciągnięcie ręki, ale których realizacja nie jest możliwa z perspektywy łóżka. Nie zawsze jednak byłam tego zdania. Za mną jest wiele takich dni, kiedy myślałam, że najlepsze co mogę zrobić to po prostu nie robić NIC. Jednak coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że z własną bezsilnością trzeba walczyć, bo tylko w taki sposób można coś zdziałać.

To nieprawda, że ktoś inny ma zawsze lepiej

Jakoś tak mi się wydaje, że grupę najbardziej nieszczęśliwych osób na tym świecie stanowią ci, którzy nie spełniają swoich marzeń. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to szalenie górnolotnie, i zaraz odezwą się przeciwnicy, rzucając hasłami: “nie każdy ma tyle pieniędzy”, “nie każdy ma możliwości”, “nie każdy ma na to czas”. itp. itd. No i ja się naprawdę z tym wszystkim zgadzam, ale nie do końca.

To oczywiste, że każdy z nas startuje w przyszłość z zupełnie innego miejsca. Nie ma co się oszukiwać. Jedni mają lepiej, inni gorzej. O równouprawnieniu, pomimo wszelkiego rodzaju politycznych zapewnień, nie ma co mówić. Wśród nas są tacy, którzy mają jakiś niezwykły talent, który przekładają na pasję. Niektórzy mają mnóstwo pieniędzy, które mogą wydawać bez ograniczeń, ale są też i tacy, którzy łączą pracę ze studiami, nie mając czasu na podrapanie się po głowie. Tyle ile jest ludzi na tym świecie, tyle jest różnych historii. Wiem jednak jedno, że spełnianie marzeń zależy nie od tego co posiadamy w sensie materialnym, nie od tego, z jakimi borykamy się barierami, ale wyłącznie od tego co siedzi w naszych głowach, od motywacji, mobilizacji no i dobrego planu.

Plan to podstawa!

Człowiek bywa szalenie niecierpliwy. Zwykle chcemy mieć wszystko na już, na teraz, albo wcale. Kiedy dopada nas mentalny dół, depresja, gorszy czas, czekamy na “grom z jasnego nieba”, kopniaka w dupę czy coś jeszcze innego, co pobudzi nas do działania. Zwykle zależy nam na jakichś radykalnych zmianach, które wywrócą nasze życie do góry nogami, no i po których wszystko będzie szło już jak z płatka. Najlepiej jeszcze, gdyby nie wymagały od nas żadnego wysiłku. Czyli w kilku słowach: chcemy osiągnąć sukces i spełniać marzenia, bez opuszczania własnej strefy komfortu.

W tym jednak miejscu chyba nikogo nie zaskoczę stwierdzeniem, że jest to po prostu niemożliwe. Każda rzecz, która docelowo ma nam przynieść satysfakcję, po prostu wymaga wielu działań i naszego wysiłku. Droga do spełniania marzeń, nie jest prosta, ale na pewno jest ciekawa i wartościowa. Robiąc każdy kolejny krok naprzód, uczymy się bowiem siebie i otoczenia. Tylko w ten sposób możemy osiągnąć sukces, i tylko w ten sposób możemy spełnić to, o czym skrycie marzymy, kiedy przykładamy głowę do poduszki.

Strefa komfortu

W poprzednim akapicie, wspomniałam o opuszczaniu strefy komfortu. Ja definiuję ją jako sytuację życiową, która jest dla nas wygodna, ale która niekoniecznie jest dla nas korzystna. Przykładowo: dzielenie czasu pomiędzy zajęcia na uczelni, imprezowanie i oglądanie seriali, jest miłe i przyjemne, ale raczej nie jest zbyt rozwojowe. Oczywiście, ktoś może mi zarzucić, że otaczanie się ludźmi jest wartościowe i może przynieść wiele korzyści, tak samo jak oglądanie seriali w języku angielskim, co ma wpływać nasze umiejętności językowe… no ale, nie oszukujmy się. To po prostu picie piwka ze znajomymi i odpalanie nowości na Netflixie…. a nie tędy droga.

Sama przez jakiś czas, trwałam w takim właśnie stanie, kursując pomiędzy uczelnią, akademikiem, a krakowskim rynkiem. Było fajnie, przyjemnie i ciekawie, ale niestety w żaden sposób nie pogłębiło to jakiś moich umiejętności, ani nie przybliżyło mnie nawet o krok, w kierunku samorealizacji. Z perspektywy czasu jestem mądrzejsza, i wiem, że było to doskonały moment do stawiania pierwszych kroków, ku spełnianiu marzeń. Mogłam przecież już wtedy skupić się na pisaniu, mogłam założyć bloga, który obchodziłby teraz 5-te urodziny. Mogłam chodzić też na ciekawe wydarzenia, których w Krakowie jest masa…. mogłam naprawdę robić więcej, ale nie robiłam nic, właśnie dlatego, że było to wygodne.

Najlepszy moment, żeby zacząć jest TERAZ

Serio, nie ma lepszej chwili niż ta aktualna. JUTRO to najgorsza wymówka na świecie, a TERAZ jest jedynym słusznym rozwiązaniem. Warto jednak podchodzić do wszystkiego z głową. Porywanie się z motyką na słońce nie jest dobrym pomysłem, głównie dlatego, że pojawiające się przeszkody mogłyby nas od razu zniechęcić, ale też dlatego…. że pierwsze podejścia bywają z natury nieudane. To co natomiast możesz zrobić w tej właśnie chwili, to zastanowienie się nad tym, co Cię interesuje, co chcesz osiągnąć, jakie masz marzenia. Określenie jasnego celu, sprzyja jego realizacji. Każdy kolejny krok, chociażby ten najmniejszy, zbliża nas bowiem do tego, na czym nam zależy. To super! Co nie ?

Przykładowo:

Jeśli moim marzeniem jest podróż do Stanów Zjednoczonych, ale nie mam na to funduszy, już dziś zaczynam zbierać pieniądze na ten cel. Nawet gdyby miało to przybrać postać pękatej i różowej świnki skarbonki.

Jeśli w przyszłości chcę pracować w konkretnym zawodzie, to nie czekam, ale już dziś zaczynam zgłębiać temat, zaczynam szukać stażu, praktyk lub po prostu znajomych, którzy pracują w interesującym nas miejscu.

Jeśli chcę zacząć zdrowy tryb życia i schudnąć, nie czekam na jutro, ale przygotowuję zdrową kolację i wprowadzam co najmniej jeden zdrowy posiłek do codziennego menu.

Podstawą realizacji każdego marzenia, jest metoda małych kroczków. Drobnych czynności wykonywanych regularnie, które przybliżają nas do celu. Wiadomo, że są marzenia mniej, lub bardziej realne. Możemy też marzyć o wielu rzeczach jednocześnie, co utrudnia nam wybór sprawy priorytetowej. Jednak moim zdaniem, lepiej wybrać jedno, i realizować je konsekwentnie. A kiedy się spełni, sięgnąć po kolejne 🙂

A Wy? Spełniacie marzenia, czy ciągle odkładacie to na później?

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

1 Komentarz

  • Podpisuje się pod tym ” rękami” i „nogami”. Marzenia trzeba realizować i myśleć o nowych. W każdym wieku

Dodaj komentarz