Mierz wysoko, ale działaj w mikroprzestrzeni/ O filozofii Kaizen

Jestem w stu procentach pewna, że każdy z nas ma podobną historię na sumieniu. Wyobraźcie sobie, że oto nadchodzi ON. Ten wyjątkowy, kulminacyjny i pełen motywacji dzień, będący granicą pomiędzy starym a nowym życiem. Celebrowany butelką taniego wina, pączkami z lukrem i pudełkiem ulubionej pizzy. Zakrapiany morzem łez spływających na widok odbicia w lustrze. Pełen wrażeń i kompulsywnych zachowań, takich jak kupno nowego stroju do gimnastyki, karnetu na siłownię i spódnicy w rozmiarze 36, idealnej do roli fizycznego motywatora do zmian.

Myślę, że nikogo nie zaskoczę faktem, że po tym niesamowitym DZIŚ, przychodzi następnie upragnione JUTRO, a wraz z nim poranek będący preludium do nowego życia.

Po drodze niestety, przyplątuje się jeszcze ONA, czyli BRUTALNA RZECZYWISTOŚĆ, niwecząca wszystkie nasze plany pięciokrotnym wyłączeniem budzika, spóźnieniem do pracy i drożdżówką złapaną w biegu…

Pisząc ten wstęp zaczęłam zastanawiać się ile to już razy obiecywałam sobie wdrażanie radykalnych zmian. Od JUTRA miałam zrobić tak wiele rzeczy, że gdyby za każdym razem mi się udawało, najprawdopodobniej siedziałabym dziś na plaży, popijając drinka z palemką,  wsłuchując się w szum morskich fal i wystawiając gębę na działanie witaminy D.

Ta umowna granica, jaką jest noc miała zmieniać moje przyzwyczajenia, nawyki i dotychczasowy sposób życia o 180 stopni. W rzeczywistości jednak w 99% przypadków, wraz ze wschodem słońca nie wydarzyło się zupełnie NIC, co zmusiłoby mnie do wyjścia z łóżka z uśmiechem na ustach i motywacją do działania. Tym samym, większość moich planów rozpłynęła się w powietrzu sprawiając, że zamiast posuwania się do przodu, stałam w miejscu jak kołek.

Czy to wyłącznie moja wina?

Przez długi czas doszukiwałam się winy wyłącznie w sobie. Brak konsekwencji w realizacji postanowień zrzucałam na własne lenistwo i bariery środowiska zewnętrznego, jak np. brzydka pogoda uniemożliwiająca bieganie. Wierzyłam mocno, że za tą całą nieudolnością moich działań musi stać coś więcej, niż tylko spadek motywacji. Bo jak to jest, że jednego dnia osiąga ona maksymalne wartości, by kolejnego spaść niemal do zera.

Całkiem niedawno zrozumiałam jednak, że sinusoidalne wahania mojego zapału wynikały nie tylko ze wspomnianego wcześniej lenistwa, ale raczej z kiepskiego planowania moich działań i absurdalnego rozkładania ich w czasie. Zasada – od jutra zmienię to, to i to jest najgłupsza na całym świecie. A co za tym idzie, kompletnie nieskuteczna.

Chcecie wiedzieć dlaczego? Czytajcie dalej. Nie pożałujecie.

Metoda małych kroków

To jedna z najpopularniejszych technik skutecznego działania i motywacji. Polega na stopniowym wdrażaniu zmian i regularnej aktywności, polegającej na realizacji kolejnych założeń. Zakładam, że znana jest niemal wszystkim, ale jednocześnie jestem pewna, że niewielu z Was wie, skąd tak naprawdę się wzięła i gdzie ma swoje źródło. Zapewnię Wam więc nieobowiązkową, aczkolwiek przydatną dawkę wiedzy, która w realny sposób może zmienić wasze życie.

Co oznacza Kaizen?

Kaizen, według Wikipedii oznacza poprawę, polepszenie, zmianę na lepsze. Tym mianem określana jest również japońska filozofia biznesowa, obracająca się wokół nieustannego wdrażania zmian, ulepszania i poprawy procesów biznesowych. Można więc powiedzieć, że Kaizen jest dokładnie tym, co rozumiemy poprzez metodę małych kroków. Oznacza nic innego, jak realizację określonych celów poprzez szereg mniejszych aktywności, które wykonywane są regularnie. Uwierzcie mi, taki sposób działania, jest o wiele bardziej efektywny, niż wprowadzanie radykalnych zmian, z dnia na dzień.

W firmach, które działają zgodnie z filozofią Kaizen, tak samo jak długofalowe cele i działania, ważne są również drobne decyzje podejmowane każdego dnia. To co niesamowicie mi się spodobało kiedy szukałam informacji w Internecie, to powtarzająca się zależność, mówiąca o tym, że na sukces danego przedsiębiorstwa składa się nie tylko określone przez managera działanie pracowników, ale przede wszystkich ich pomysły, które są wdrażane i realizowane na każdym etapie pracy.

Pomyślcie sobie teraz, jak dobrze pracowałoby się w firmie, w której jesteśmy nie tylko szarymi pionkami, ale mamy realny wpływ na codzienne jej funkcjonowanie. Taki sposób zarządzania firmą sprawia, że pracownicy czują się bardziej doceniani, co w następnie przekłada się na efektywność ich działań i całościowy sukces.

Przekładając to na język bardziej ludzki, w metodzie Kaizen, chodzi przede wszystkim o to, by nie skupiać się na głównych celach, ale poprzez realizację mniejszych celów, dążyć do osiągnięcia tych największych.

Jak wprowadzić Kaizen do codziennego życia?

Tak naprawdę nie jest to nic czego nie robilibyśmy już w dzieciństwie. Sukces jakim było nauczenie się mówienia, chodzenia, jazdy na rowerze czy tabliczki mnożenia, nie nastąpił z dnia na dzień. Nikt z nas nie opanował tych skomplikowanych czynności w kilka godzin, ale raczej realizował je konsekwentnie przez długi czas.

Tak samo powinniśmy działać również w dorosłym życiu. Zamiast planować spektakularne zmiany, lepiej małymi krokami wprowadzać drobne poprawki akceptując porażki i niepowodzenia. Zgodnie z filozofia Kaizen, która nastawiona jest nie na cel, ale raczej na proces, warto skupić się nie na tym, co możemy osiągnąć w przyszłości (np. za rok), ale raczej na tym, co możemy zrobić już dzisiaj (nawet gdyby miała to być najmniejsza rzecz na świecie).

Dzięki metodzie małych kroków, możemy odkryć zupełnie nowe kierunki i pasje, o których wcześniej nawet nie pomyśleliśmy. Skupianie się tylko i wyłącznie na celu, ogranicza odbieranie bodźców ze środowiska zewnętrznego. Dopiero realizacja szeregu drobnych zadań, poszerza naszą perspektywę i jednocześnie daje nam nowe możliwości rozwoju.

Zmiany, zmiany, zmiany…

Wprowadzanie radykalnych zmian jest bardzo trudne. Jeśli dotychczas prowadziliśmy niezdrowy tryb życia, a od “jutra” zamierzamy przerzucić się wyłącznie na jedzenie sałaty, najprawdopodobniej po trzech dniach rzucimy się na czekoladę i podwójne frytki. Nie oznacza to kompletnie, że takie osoby z góry skazane są na porażkę, ale raczej oznacza to, że jedynie racjonalne podejście do tematu, może przynieść sukces.

Warto zaczynać od malutkich kroczków, które są realne do zrealizowania. Nawiązując do wcześniejszego przykładu, może to być np. włączenie do codziennej diety warzyw i owoców. Po tygodniu można będzie wyłączyć słodzone napoje, a po miesiącu niezdrowe przekąski. Ważne jest jednak, aby dać organizmowi (i umysłowi) czas na “ogarnięcie” nowej sytuacji i przyzwyczajenie się do niej. Tylko w taki sposób, zabezpieczymy się przed odrzuceniem, demotywacją i powrotem do złych nawyków.

Wizualizacja metody

Nie będę tu nikogo oszukiwać. Jest wiele takich kwestii, które od lat spędzają mi sen z powiek i które zalegają na mojej liście “do zrobienia”. Wśród nich znajduje się między innymi regularna aktywność fizyczna czy nauka języka angielskiego. Mam jednak na swoim koncie sukcesy, z których jestem dumna, ale na które pracowałam naprawdę długo. Jednym z nich jest moje podejście do żywienia. Na etapie liceum byłam kompletnie zdezorientowana, jeśli chodzi o kwestie odżywiania. Chciałam schudnąć, ale nie zdawałam sobie sprawy, że jedzenie jabłka na śniadanie i słodkiego jogurtu z kupnym muesli raczej mi w tym nie pomoże. Setki razy zasypiałam z myślą, że od JUTRA zmienię wszystko, porzucę wszystkie ulubione przekąski i stanowczo będę odmawiać dokładki obiadu. Jak się pewnie domyślacie, tak samo setki razy ponosiłam spektakularną porażkę, zagryzaną chałwą w bakaliami. Dopiero po kilku latach przygotowywania własnych posiłków (już na studiach), udało mi się zbilansować swoją dietę, by zrozumieć co mi służy a co nie. Oduczyłam się zjadania słodyczy w dużych ilościach, czy jedzenia wyłącznie mięsnych potraw. Wiedza ta nie przyszła jednak do mnie z dnia na dzień, ale kształtowała się w dłuższym przedziale czasowym. Obecnie mam dość szeroką rozeznanie na temat tego, jak ważne jest odpowiednie żywienie i jak dbać o to, co ląduje na talerzu.

Ten prosty przykład, jest zobrazowaniem metody małych kroków. Próby wprowadzania radykalnych zmian kończyły się dla mnie porażką. Dopiero systematyczna nauka i realizacja drobnych postanowień, przyniosła mi sukces. Jednak nie w sali jednej chwili, ale dłuższego wycinka czasu.

Moje rady

Kompletnie abstrahując od mojego przykładu, chciałabym dać Wam garść porad, która pozwoli Wam zrealizować założone przez Was cele SKUTECZNIE!

Przede wszystkim nie dajcie się zwariować! Naprawdę nie musicie być najlepsi we wszystkim i naprawdę nie ma ludzi idealnych!

Czas to najlepsze, co możecie sobie podarować.

Rozłóżcie swoje działania w czasie. To bardzo ważne.

Zmiany wprowadzajcie stopniowo. Powolutku.

Wybierajcie drobne cele. Realizujcie je i sięgajcie dalej.

Jeśli potrzebujecie złapać oddech, odpuśćcie. Nic na siłę. Serio.

Mierzcie wysoko, ale działajcie w bliskiej perspektywie. Postawcie sobie jasny cel, ale idźcie do niego różnymi ścieżkami. Nie bójcie się zabłądzić. To normalne.

Dostrzegajcie małe sukcesy i celebrujcie je!

Zostawcie sobie trochę przestrzeni na odpoczynek. Bez niego ani rusz.

Stawiajcie sobie realne cele, które naprawdę jesteście w stanie osiągnąć…

No i przede wszystkim…. działajcie 🙂 Nie zrażajcie się porażkami. Nie załamujcie się kiedy coś nie wychodzi. Nie rezygnujcie.

Nawet Tomasz Edison, który udoskonalił i opatentował żarówkę nie zrażał się niepowodzeniami, a jego zdanie: “nie odniosłem porażki, po prostu odkryłem 10 000 błędnych rozwiązań”, na stałe zapisało się na kartach historii.

Trzymając się więc takiego podejścia, mogę życzyć Wam jedynie… powodzenia!

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

6 Komentarzy

  • Też muszę przetestować metodę drobnych kroczków. Od kiedy pamiętam obiecuję sobie, że jutro się zabiorę za jakieś zmiany i tak przekładam z dnia na dzień, może tym razem uda się wprowadzić małą rewolucję 🙂

  • Muszę przetestować tą metodę małych kroczków. Odkąd pamiętam wszystko zaczynam od jutra. Żadne obiecywanie, planowania nie pomaga by było to dziś. Moje lenistwo nie zna granic, ale muszę mu zaradzić.

  • Zgadzam się z Tobą ! Czytałam jakiś czas temu książkę. Genialna, zmieniła moje podejście do zmian i nawyków. Właśnie dzięki temu ze wrocilam do korzeni. Tutaj trzeba tez nauczyc się cierpliwości

Dodaj komentarz