Może wejdziesz do łóżka. Porozmawiamy/ T. Różewicz

Chociaż powyższy cytat to zaledwie zdanie wyrwane z kontekstu, mikrofragment książki pod tytułem „Kartoteka. Kartoteka rozrzucona”, ale moim zdaniem jest to esencja mocnej herbaty, dojrzały miąższ gruszki, krótka opowieść o związku, kwintesencja miłości. I piszę to wszystko bez zbędnego nadęcia czy nadinterpretacji. Będąc w związku z kilkuletnim stażem wiem już, że nic ważniejszego niż rozmowa nie ma i nic lepiej nie skleja dwóch ludzkich postaci ze sobą, niż słowa. Miękkie i ostre, łagodne i groźne, błahe i najważniejsze, krótkie i długie, bolesne i dające szczęście. Bez rozmowy nawet najlepszy seks, wspólne pasje, czas spędzany razem, dzieci, dom i wszystko to co człowiek zagarnia dla siebie po to by zbudować bezpieczeństwo, to wszystko traci smak i zachodzi gorzką żółcią. Rozmywa się i rozkleja, niszczeje bez odpowiedniej pielęgnacji.

Bo przecież oprócz tych słów wypowiedzianych jest jeszcze cała kraina słów, które nigdy nie opuściły naszej głowy krążąc w niej tygodniami, miesiącami, latami… Słów które nigdy nie padły choć powinny, powiązane ze sobą w zdania, budujące wątki rozmów, które nie miały miejsca. Zgniecione jedno obok drugiego, czekające na swoją kolej dokładnie tak, jak czeka się w kolejce u lekarza. Zbyt długo, by udało się cokolwiek zmienić. By wyzdrowieć.

I myślę sobie tak nieśmiało, że gdyby ludzie chodzili do łóżka nie tylko po to by uprawiać seks i spać,  ale po to by rozmawiać związki byłyby trwalsze, mocniejsze, szczęśliwsze…

Patrząc już zupełnie racjonalnie i trzeźwo na świat, który nas otacza myślę, że większość z Was dojdzie do podobnych wniosków. Tłumienie w sobie emocji/słów jest dla nas tak samo naturalne jak oddychanie, które swoją drogą jest procesem skomplikowanym. Zwykle nie lubimy mówić o tym co wzbudza w nas złość lub czego się boimy. Co więcej, mało kiedy mówimy o swoich planach i marzeniach w obawie przed niezrozumieniem ze strony najbliższych. Zamykamy się więc na co dzień w tych swoich skorupkach, pragnąć „przeżyć” życie, ale już nie do końca „żyć”. I to chyba jest w tym wszystkim najgorsze.

Ja

Żadna ze mnie specjalistka od związków. Nie mam fachowej wiedzy ani uprawnień do tego, by kogokolwiek pouczać i mówić mu co ma robić. W życiu kieruje się intuicją, doświadczeniem i emocjami, które niestety często biorą górę nad tym co racjonalne. Uczę się na błędach i walczę o to na czym mi zależy. A na miłości w życiu zależy mi najbardziej. Jestem w związku od czterech lat. Przydarzył się on w momencie, kiedy mój wiek uzyskał już magiczną dwójkę z przodu. W liceum i na początku studiów okropnie cierpiałam z powodu samotności. Potrzeba bliskości i miłości była we mnie tak silna, że kiedy w końcu spotkałam tę właściwą osobę postanowiłam sobie, że dbanie o nią i o relację, którą stworzymy będzie dla mnie priorytetem. Z dzisiejszej perspektywy myślę, że całkiem dobrze mi to wychodzi bo mój pierwszy Prawdziwy Chłopak jest dziś moim Mężem i Najlepszym Przyjacielem.

Jak więc dbać o dobry związek i co ma do tego rozmowa?

Smartfony, media społecznościowe i nieograniczony dostęp do Internetu sprawił, że zatraciliśmy granicę pomiędzy światem wirtualnym a realnym. Błędnie odczytujemy sygnały płynące do nas z niebieskich ekranów, opisujemy emocje graficznymi znakami emoji, ukrywamy się za kolorowymi zdjęciami z wakacji i weekendowych wypadów, a prawdziwą rozmowę zastępujemy szeregami wyrazów wystukiwanych w oczekiwaniu na autobus. Wieczorami oglądamy ulubione seriale lub programy w telewizji. Pracujemy przy dźwiękach ulubionej muzyki. Nieustannie zaglądamy do sieci sprawdzając pogodę na jutro, cenę czerwonej sukienki którą Aśka miała w pracy, szukając przepisów na kolację i klikając w kolejne powiadomienia. Staliśmy się więźniami technologii, która niewłaściwie wykorzystana  odbiera nam to co najważniejsze czyli: intymność, bliskość i ludzi, których mamy wokół.

Odkąd jestem w związku cholernie dużo uwagi przywiązuje do tego, by znajdować czas na prawdziwą rozmowę. Życie to przecież nieustający dialog pełen pytań retorycznych, zdań zakończonych wykrzyknikami, niedomówień, metafor i epitetów. My – pokolenie Millenialsów (czyt. pokolenie smartfonów) mamy problemy z wyrażaniem emocji, poglądów a nawet własnego zdania. Co prawda w internecie, ukryci pod pajęczyną pozornej anonimowości, chętnie krytykujemy, wyrażamy opinie i opowiadamy o sobie, ale w prawdziwym świecie jesteśmy bezradni. Tak jakby życie pozbawione filtrów z Instagrama traciło sens a wypowiadanie słów na głos było łatwiejsze niż wysyłanie ich komuś w wiadomości tekstowej.

Kiedy więc tylko mogę, staram się odciąć od tego świata zewnętrznego. To łatwe kiedy mam dużo na głowie, ale już trudniejsze w momencie kiedy wkrada się nuda. Technologie to okropne pożeracze czasu, który moglibyśmy spędzić w sposób bardziej wartościowy. Walczę więc z tymi wszystkimi nawykami i jednocześnie walczę ze sobą, starając się wyłuskać ten czas w ciągu dnia, w którym pijąc herbatę po prostu patrzymy sobie w oczy, przytulamy się i rozmawiamy. Znalezienie czasu na bycie razem, bez tych wszystkich rozpraszaczy jest sztuką jednocześnie trudną i bardzo łatwą. Tak naprawdę wszystko zależy wyłącznie od organizacji czasu oraz od chęci i motywacji.

Wieczorami. Kiedy świat spowalnia swój szalony bieg, my siadamy i zajmujemy się sobą nawzajem. Opowiadamy sobie swój dzień. Wspominamy o śmiesznej sytuacji, jaka przytrafiła nam się w drodze do pracy. Planujemy najbliższe dni. Weekendowe wyjazdy. Tulimy się. Rozmawiamy o przyszłości. Podejmujemy decyzje. Wspominamy to co za nami. Ładujemy baterie czerpiąc ze swojej obecności.

Jesteśmy

Wieczorami mówię dużo, opowiadam i słucham. To moje zadanie jako partnerki, przyjaciółki i żony jednocześnie. Wyłapuję to co ukryte między słowami, sklejam w całość strzępki rozmów i nieustannie podsycam swoją wewnętrzną ciekawość, a wszystko po to by temperatura w związku nie spadła. Dbam o naszą miłość i walczę każdego dnia, by nie zatracić się w świecie nieprawdziwym, pozbawionym prawdziwych emocji i uczuć.

Bywa różnie. Są rzeczy o których boję się mówić głośno. Takie strefy w mojej głowie i myśli, których sama nie rozumiem. Pełne obaw, smutku i gniewu. Istnieje równocześnie cała płaszczyzna moich codziennych zmagań z życiem, planów i marzeń. Codzienności. Historii zasłyszanych w tramwaju lub na spotkaniu z przyjaciółkami. Nic nie znaczących bzdetów, które umykają z pamięci tak szybko że nawet nie nadążam z ich rejestrowaniem. I słów ogrom. Pięknych i brzydkich. Tych wszystkich, o których mówiłam na wstępie i które wyrzucam z siebie co jakiś czas, po to by oczyścić swój umysł i serce bijące niespokojnie, przepełnione ekscytacją „bo to się dzieje”. Rozmowa trwa.

Czasami jest trudno. Brakuje mi zrozumienia. Pojawiają się kłótnie, zgrzyty, rysy na tle związku „idealnego” (który przecież nie istnieje). A ja wciąż uważam, że zdanie: „Może wejdziesz do łóżka. Porozmawiamy” jest o wiele bardziej seksowne, niż zaproszenie do samego seksu. Wnikanie do głowy partnera czy partnerki jest bowiem bardziej intymną czynnością, niż zrzucenie ubrania i nagość wraz ze wszystkimi jej odcieniami.  

PS: Rozmowa to jedyny sposób na to, by jasno komunikować swoje potrzeby i oczekiwania wobec partnera/ki. To też solidny fundament każdej relacji, dzięki któremu możliwe jest zbudowanie dobrego związku opartego na wzajemnym zrozumieniu i miłości.

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *