O księżniczkach, supermocach, szukaniu przygód i dziecięcej naiwności

Będąc małą dziewczynką, na pytanie odnośnie tego kim chcę zostać w przyszłości, odpowiadałam, że aktorką, piosenkarką lub psychologiem, przy czym ta ostatnia profesja wydawała mi się być najbardziej interesującą. Mój wybór wymarzonego “dorosłego” zawodu, zależny był od aktualnych zainteresowań. Śpiewać uwielbiałam od małego, chociaż wcale nie było to moją mocną stroną. Zdaje mi się, że tuż po urodzeniu słoń nadepnął mi na ucho, na tyle jednak ostrożnie, by odebrać mi talent do śpiewania, ale by pozostawić miłość do muzyki i wrażliwości na jej piękno. Tak czy inaczej, brak większych umiejętności wokalnych nie przeszkadzał mi za to, w wyśpiewywaniu ulubionych hitów, lub w wymyślaniu własnych kompozycji, do czego angażowałam również moje koleżanki. Nocami śniłam o karierze piosenkarki, koncertowaniu i popularności, która wydawała mi się niezwykle kuszącą opcją, połączoną z podróżami po świecie i okładkami we wszystkich plotkarskich gazetach, które Kowalska wkłada do koszyka razem z butelką mleka i świeżymi bułkami.

Planem B, miało być zostanie aktorką. Do dziś nie wiem skąd ten pomysł, gdyż obecnie ostatnią rzeczą o jakiej marzę, to stawanie przed kamerą. Jestem wstydliwa do tego stopnia, że gdy znajomi nagrywają snapy czy inne cuda w mojej obecności, pocę się ze zdenerwowania jednocześnie udając, że jestem wyluzowana i coool. A jednak nie jestem. Tak czy inaczej, chęć pracy nad produkcjami filmowymi, musiała powstać na bazie tasiemcowych seriali rodzimej telewizji, które oglądałam namiętnie, razem z całą rodziną, bądź na bazie filmów oglądanych na kasetach VHS, które ukazywały cudowny amerykański świat, tak odmienny od polskich realiów.

Trzecią opcją, która ciągnęła się za mną przez długie lata, przez co mam na myśli wszystkie lata podstawówki, było zostanie psychologiem. Do dziś uważam, że to naprawdę ciekawy zawód, w którym sprawdziłabym się doskonale. Uwielbiam słuchać ludzi, tego jak opowiadają o swoich przeżyciach i doświadczeniach. Tak było odkąd pamiętam, i dlatego też zawód psychologa był mi tak bliski, i tak długo chodził mi głowie… aż do momentu, gdy wszystko się zmieniło, no i marzenia zamieniły się w rzeczywistość.

Życie to nie bajka Disney’a

Dopiero teraz, wiem skąd biorą się uśmiechy dorosłych, będące reakcją na słowa dzieci: “ja najbardziej ze wszystkiego chcę zostać księżniczką”, “jak dorosnę, to będę supermanem”, “ja strażakiem”, “a ja odkrywcą i poszukiwaczem przygód”! Gdzie do listy wymarzonych zawodów spokojnie można dołożyć też lekarza, policjanta, piłkarza, bycie mamą, gwiazdą w telewizji czy posiadaczem nadludzkich supermocy. Dorosły ten, świadomy tego, jak wygląda prawdziwe życie, uśmiecha się więc do malucha, głaszcząc go po głowie, i kiwa głową z niejakim politowaniem i świadomością, że te plany i marzenia dziecko, zmieni co najmniej, ze sto razy w przeciągu najbliższych kilkunastu lat.

Dorosły już WIE, że prawdziwy świat nie ma nic wspólnego z dziecięcą jego wizją, że w prawdziwym życiu praca i wybrany zawód bardzo często okazują się być kompletnym niewypałem, a oprócz przyjemności i zabawy, jest jeszcze ciężka harówka, kredyty, obowiązki i wszystkie te “nudne dorosłe sprawy”.

Granica

Nie potrafię wyznaczyć konkretnej granicy, którą mogłabym oddzielić moje “życie” marzeniami, od tego życia, jakie aktualnie mam, i które z dziecięcą wizją, nie ma nic wspólnego. Piosenkarką nie zostałam, aktorką tym bardziej, zaś studia na kierunku psychologia, zastąpiłam moją życiową pomyłką, której skutki ciągną się do dzisiaj. Kompletnie nie pamiętam momentu, w którym na pytanie: “kim chcesz zostać w przyszłości”, zaczęłam odpowiadać “nie wiem”, zaś zaś w wizjach, o tym co będzie kiedyś,  przed oczami zaczęła pojawiać mi  się wielka, kosmiczna, czarna dziura, z której nie ma ucieczki. 

Co więc poszło nie tak?

Sęk w tym, że wszystko poszło swoim rytmem. Wraz z wiekiem, zmieniałam się ja, a wraz z tym moje oczekiwania, plany, marzenia i aspiracje. Dziecięce pomysły, zaczęły wydawać mi się abstrakcyjne, a o wielu sprawach, które obiecywałam sobie będąc dziewczynką, po prostu zapomniałam. Naturalna kolej rzeczy, sprawiła, że moje pierwsze pomysły “na życie” i zarabianie pieniędzy, szybko wymazały się z pamięci, a na to miejsce wskoczyły zupełnie inne, nowe, świeże, kompletnie nie związane z tym, o czym marzyłam będąc dzieckiem.

Zazdroszczę

Pomimo tej świadomości, że tak własnie wygląda życie, cholernie zazdroszczę dzieciom. Zazdroszczę im tej naiwności i wiary w to, że świat jest tylko dobry, a każdy plan, da się zrealizować. Dla dzieci bowiem nie ma rzeczy niemożliwych. W przeciągu kilku sekund potrafią stać się piratem, rozbitkiem na bezludnej wyspie czy bohaterem ulubionej bajki. Elastyczność, konsekwencja, upór oraz nieograniczona wyobraźnia, nieskażona informacjami z “prawdziwego” świata, to ich cechy charakterystyczne, które o ile uda im się zachować, to z pewnością przydadzą się również w dorosłym życiu…

Wracając jednak do moich wcześniejszych rozważań… teraz rozumiem dorosłych, którzy na pomysły malucha reagują uśmiechem, ale nie zaprzeczają, ani nie krytykują. Ta mimowolna akceptacja, pozwala dziecku uwierzyć w to, że dane marzenie się spełni! A jak to powszechnie wiadomo…. wiara czyni cuda! To, że moje plany z dzieciństwa, okazały się być kompletnym niewypałem, nie oznacza, że ze wszystkimi dziecięcymi marzeniami jest tak samo. Przecież, każdy od czegoś zaczynał, a wiele wędrówek rozpoczęło się właśnie w najmłodszych latach…


No a Wy? Jakie mieliście marzenia? Kim chcieliście zostać w przyszłości, i czy udało Wam się spełnić Wasze marzenia? Zostawcie po sobie ślad i dajcie znać w komentarzu 🙂

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

2 Komentarze

  • Hej :).
    Póki co walczę o spełnienie swoich dziecięcych marzeń 😍. I naiwnie wierzę, że się uda je wszystkie spełnić 😊.
    Pozdrawiam 😘

Dodaj komentarz