O tym, dlaczego nie warto przesadzać z motywacją

Po kilku miesiącach przerwy, które dałam sobie na poukładanie pewnych spraw w głowie i życiu, wracam do pisania. Te kilkanaście tygodni nieobecności tutaj, dało mi się we znaki. Odkąd tylko pamiętam pisanie było dla mnie sposobem na radzenie sobie z emocjami. Zwykła kartka papieru niejednokrotnie ratowała mi życie zwłaszcza wtedy, kiedy zapełniona słowami trafiała ostatecznie do kosza na śmieci. Był to czas, w którym nie zależało mi na efekcie, ponieważ pisanie traktowałam po prostu jak rodzaj oczyszczenia i pozbycia się wszystkich negatywnych myśli. Moment w którym zamieniłam notatnik na blogowe wpisy wbrew pozorom nie był dla mnie łatwy. Pisząc dla kogoś, nie mogłam robić tego byle jak. Chaotyczne przelewanie myśli na przysłowiowy papier nie wchodziło w grę, a każda próba napisania sensownego tekstu stała się dla mnie wyzwaniem. No i chociaż po jakimś czasie, zaczęło wychodzić mi to całkiem nieźle, to bardzo szybko się poddałam. Dlaczego? To strasznie głupie ale zbyt duża ilość inspiracji, którą czerpałam z innych blogów totalnie mnie przytłoczyła. Motywacja zamiast rosnąć, zaczęła spadać. Zaczęłam porównywać swoje teksty z innymi. Obraziłam się na własny umysł, który przestał podsuwać mi pomysły na nowe wpisy i co najgorsze, uznałam, że ja się chyba do tego nie nadaję, bo przecież dziesiątki (jak nie setki) innych osób robi to o wiele lepiej niż ja. No więc po co miałam się starać?

Granica cienka jak lód

Myślę, że moim największym problemem w ostatnim czasie stało się to, że przekroczyłam tę niechlubną granicę, o której już kiedyś Wam wspominałam (a konkretnie TUTAJ). Granicę, którą stanowi czas poświęcony na inspirowanie się. Zasada jest prosta: jeśli człowiek zbyt wiele czasu poświęca na dokształcanie się, podglądanie innych, obserwację, wówczas zapomina o tym, że w życiu i osiągnięciu wymarzonego celu liczy się tylko i wyłącznie działanie. 

To twoje miejsce na świecie i twoje życie; idź i zrób z nim to, co tylko możesz, uczyń z niego to życie, które chciałbyś przeżyć. [Mae Jemison]

Zależało mi na tym, aby ten tekst rozpocząć od cytatu, który pomoże Wam zrozumieć jak ważne jest zachowanie własnej tożsamości i życie na własnych zasadach. Proces inspirowania się innymi osobami jest zupełnie naturalny. Od pierwszych dni naszego istnienia do mniej więcej okresu dojrzewania, uczymy się określonych zachowań od najbliższych nam osób: rodziców, dziadków, rodzeństwa, rówieśników. To oni, jako pierwsi wpajają nam podstawowe zasady, dzięki którym uczymy się prawidłowo (lub niekoniecznie) interpretować rzeczywistość. Mniej więcej na etapie dojrzewania, zaczynamy poszerzać swoje horyzonty dostrzegając, że świat nie ogranicza się tylko do najbliższej rodziny, a inspiracji i wzorców możemy szukać znacznie dalej. Ten potocznie nazywany “okres buntu” jest więc niczym innym jak próbą zidentyfikowania siebie jako człowieka, poprzez poszukiwanie tego co sprawia przyjemność i daje satysfakcję. W wielu przypadkach, okres ten jest bardzo “kolorowy”, wypełniony brzmieniem określonej muzyki, podkreślony nową fryzurą, tatuażem, rozwijaniem nowych pasji, nieudanymi próbami, porażkami, błędami, płaczem, śmiechem, szczęściem, pierwszymi miłościami, rozstaniami, przyjaciółmi oraz dziesiątkami różnych problemów. Myślę, że każdy, kto okres dojrzewania ma już za sobą, przyzna mi rację, że nie jest to najłatwiejszy czas w życiu. Z mojej perspektywy jest jednak szalenie ciekawy, bo jest pierwszym zetknięciem młodego człowieka ze światem, który ma wiele do zaoferowania.

Jak to wygląda w rzeczywistości?

Obecnie żyjemy w czasach, w których poszukiwanie wzoru do naśladowania tj. autorytetu, jest wbrew pozorom niezwykle trudne. Nieograniczony dostęp do internetu, literatury i wszelkiego rodzaju mediów, daje nam błędne wrażenie, że otaczają nas sami eksperci, doskonale znający się na swoim fachu. Na każdym kroku możemy spotkać ludzi, którzy głośno mówią o swojej życiowej filozofii, namawiając innych do tego, by postępowali zgodnie określonymi zasadami. Wszystkie działania mają prowadzić do osiągnięcia szczęścia, spokoju oraz równowagi…. tylko czy na pewno?

Cały ten mechanizm działa w prosty sposób. Będąc świadomymi ludźmi, szukamy swojej własnej drogi do samorealizacji i szczęśliwego życia. Nic w tym dziwnego. Życie z zasady ma taki właśnie cel, który jest osiągany różnymi drogami. Są tacy, którzy preferują spokojne życie odpowiadające filozofii “slow life” ale też i tacy, którzy wykorzystują każdą sekundę na działanie, bojąc się, że czegoś nie zdążą zrobić, zobaczyć czy doświadczyć. Niezależnie od tego, w jaki sposób dążymy do swojego określonego celu, podświadomie szukamy w swoim otoczeniu wzoru do naśladowania. Może to być przyjaciółka, która podróżuje po całym świecie, znajoma, która zapisała się na kolejny kurs komputerowy, kolega z pracy, który dzięki silnej woli zrzucił nadwagę i wyrzeźbił ciało na siłowni… może to być tak naprawdę każdy. Autorka ulubionej książki, piosenkarka, aktor, uczony, bloger, youtuber, polityk, papież czy filozof, który zmarł dziesiątki lat temu. Zauważyłam, że człowiek szuka motywacji tak naprawdę wszędzie. Żyje w nieustającej chęci upodobnienia się do kogoś innego, naśladowania i odnalezienia recepty na szczęśliwe życie. 

I wiecie co? To wszystko jest jak najbardziej w porządku. Tak jak naturalne było dla nas naśladowanie zachowań rodziców w pierwszych latach naszego życia, tak zupełnie naturalne jest poszukiwanie inspiracji i motywacji kiedy na karku mamy 18 lat z nadwyżką. To piękne, że są wśród nas ludzie, którzy motywują innych do działania, pokazują jak można poradzić sobie z danym problemem i którzy uczą nas, że życie ma nie tylko odcienie szarości. Problemem nie jest więc samo poszukiwanie odpowiedniego wzorca, ale jego nieumiejętny wybór bądź wybór zbyt szeroki.

Bywa tak, że człowiek zupełnie nieświadomie zaczyna się w tym wszystkim gubić. W moim przypadku właśnie tak się stało Jakiś czas temu wszystkie wolne chwile zaczęłam poświęcać na regularne „podglądanie” osób, których działalność uważam za wartościową. Spędzałam godziny na czytaniu interesujących mnie wpisów, książek, oglądaniu filmików tematycznych itp. Z każdej strony słyszałam rady i wskazówki, mówiące mi co powinnam zrobić, aby w końcu wziąć się w garść i zacząć działać. W teorii to wszystko wyglądało banalnie. Praktyka zaś okazała się dla mnie górą nie do pokonania.

Im więcej motywacyjnych treści pochłaniałam, tym coraz szybciej spadał mój zapał do robienia czegokolwiek. Odpuściłam, zanim udało mi się zrobić pierwszy krok. W efekcie, miałam głowę pełną pomysłów i totalny brak sił do działania. A to chyba nie o to w tym całym „motywowaniu się” chodzi…

Sztuką jest powiedzieć stop w odpowiednim momencie 

Całkiem niedawno naszła mnie taka myśl, że chyba coś jest nie tak. Docierające do mnie treści o charakterze motywacyjnym oraz inspiracyjnym zaczęły mnie mocno przytłaczać. Chęć tworzenia własnych rzeczy i rozwijania się została tłumiona przez myśli, które podsuwał mi umysł, a które brzmiały: to jest słabe, jeszcze nie pora, nie czas, poczekaj na lepszy okres, to nie nadaje się do pokazania, za mało wiesz, za mało umiesz itp. Zauważyłam, że nadmiar treści zaczął działać na moją niekorzyść. Moja chęć upodobnienia się do kilku osób jednocześnie (w stylu pisania, wyglądzie, sposobie bycia, wysławiania) stała się ogromnym problemem, a droga do wprowadzenia jakichkolwiek zmian w codziennym życiu, zaczęła przypominać walkę z wiatrakami… I w końcu nadszedł ten moment, w którym powiedziałam sobie dość. Albo zacznę działać teraz, albo wcale. No więc jestem. Znowu chcę dla Was pisać. Nie dlatego, że wychodzi mi to świetnie i tworzenie nowych postów przychodzi mi z łatwością. Chcę pisać, bo po prostu to lubię, a poprawić mogę tylko to, co już udało mi się stworzyć. Pomysły zachomikowane w głowie, to jednak za mało…

Wiem, że zawsze znajdzie się ktoś lepszy, fajniejszy, z lżejszym piórem czy genialnymi zdjęciami. Ktoś, kogo będą obserwować tysiące osób i którego nazwisko stanie się rozpoznawalne.  Wydaje mi się jednak, że w życiu nie chodzi o to by upodobnić się do kogoś, kogo wszyscy podziwiają, ale o to, by stać się najlepszą wersją samego siebie. 

 

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

Dodaj komentarz