Do tej książki zabrałam się z niemałym zapałem. Zachęcona piękną okładką, pozytywnymi recenzjami oraz przede wszystkim ciałopozytywną tematyką, wprost nie mogłam się doczekać aż trafi w moje ręce. Przeczytałam ją w dwa dni. Nie od deski do deski, ale wybiórczo – skupiłam się głównie na najbardziej interesujących mnie fragmentach. Było to możliwe dzięki temu, że cała książka zbudowana jest w sposób umożliwiający swobodne lawirowanie pomiędzy rozdziałami i zgłębianie wiedzy w konkretnym temacie. Jest to ogromnym plusem, ponieważ czasami sięgam po grube tomy w poszukiwaniu odpowiedzi na pewne pytanie i jestem zmuszona przebrnąć nawet przez kilkadziesiąt stron czytania „o niczym” lub o tym co mnie totalnie nie interesuje, ale co stanowi obowiązkowy wstęp i wprowadzenie. W przypadku „Obrzydliwej anatomii” nie ma tego problemu. Każdy rozdział to osobna historia dotycząca odrębnego zagadnienia. Łącznikiem jest Mara Altman – czyli główna bohaterka oraz jednocześnie autorka książki.

O czym jest ta książka?

Na 377 stronach Mara zamyka opowieść o kobiecym ciele. Pisze o własnych zmaganiach związanych z dojrzewaniem oraz byciem kobietą. Próbuje zrozumieć kto i dlaczego nakłada na nas presję związaną z perfekcyjnym wyglądem (perfekcyjnym, czyli jakim?). Bez skrępowania opowiada o własnych przeżyciach oraz doświadczeniach związanych z miesiączką, seksem, owłosieniem czy nadmierną potliwością. W swoich wywodach sięga po opinie naukowców, lekarzy, ekspertów z różnych dziedzin oraz przyjaciół. Opowiada o piersiach, pobycie w hotelu dla nudystów, o hemoroidach, a nawet kupie (o której przecież mówić nie wypada). „Rozkłada” kobiece ciało na czynniki pierwsze i porusza tematy, o których nie rozmawiamy nawet z przyjaciółkami. I chociaż książka ta jak najbardziej zasługuje na miano „ciałopozytywnej”, to jednak po przeczytaniu jej odczuwam pewien niedosyt i … niesmak (i trochę mi z tym głupio)

Moja opinia

Ta książka nie poprawi Ci fryzury, nie nauczy cię, jak w dziesięć minut wydepilować całe ciało czy schudnąć przed urlopem. Pomoże jednak zrozumieć, dlaczego przejmujesz się niedoskonałościami swojej urody i jak bardzo są one nieistotne” – jest to opis znajdujący się na tylnej okładce książki, z którym nie do końca się zgadzam. Autorka w każdym kolejnym rozdziale walczy z pewnymi stereotypami, próbując znaleźć ich źródło. Mam jednak wrażenie, że nie do końca czuje się komfortowo z odpowiedziami jakie uzyskuje. Z jednej strony walczy z presją nakładaną przez społeczeństwo, a z drugiej sama się tej presji poddaje. Przez to wszystko wydaje mi się, że Mara tak naprawdę nie do końca akceptuje to jak wygląda oraz w jaki sposób funkcjonuje jej organizm… To moim zdaniem, zaburza w pewien sposób wiarygodność tej książki oraz jej „magicznej” funkcji, dzięki której po przeczytaniu każda z nas powinna przestać przejmować się dotychczasowymi kompleksami. Czuje też pewien niepokój, że po jej przeczytaniu znajdziemy kolejne ich źródło. Dlaczego? A dlatego, że „Obrzydliwa anatomia” porusza również tematy, o których w życiu nie pomyślałabym, że mogą być przyczyną kompleksów – jak np. pępek czy „wielbłądzie kopyto” o którym Mara napisała cały rozdział…

Myślę, że podchodzę do niej dość krytycznie ze względu na to, że tematyka ciałopozytywności nie jest mi obca już od ponad roku. Gdybym jednak dostała ją jakieś dwa lata temu, a najlepiej wtedy gdy zaczynałam dojrzewać – na pewno inaczej popatrzyłabym wówczas na swoje ciało oraz wszystkie procesy fizjologiczne z nim związane. Na tym etapie „Obrzydliwa anatomia” jest po prostu uzupełnieniem wiedzy, którą  aktualnie posiadam.

Pomimo moich subiektywnych odczuć, gorąco polecam tę pozycję!

Jest napisana bardzo przystępnym językiem. Sporo w niej żartów, anegdot oraz przykładów wziętych z życia. Opatrzona jest żartobliwymi ilustracjami, które nadają jej „charakteru”. Jednocześnie to książka bardzo intymna. Pełna szczerych wyznań. Mara wielokrotnie łamie tabu i przekracza granice dobrego smaku (które nakładamy sobie same i które nakłada na nas społeczeństwo) opowiadając o tym, <uwaga ironia> o czym mówić nie wypada.To wartościowa treść zamknięta w przepięknej okładce. I chociaż mnie nie zachwyciła tak jak oczekiwałam, to i tak poleciłabym ją każdej kobiecie którą  znam.

PS: Może po prostu miałam zbyt duże oczekiwania względem „Obrzydliwej anatomii” i myślałam, że po jej przeczytaniu zaakceptuję nawet najmniejszy fragment swojego ciała… To chyba jednak wymaga więcej pracy, niż dwóch wieczorów spędzonych z książką w ręku. 

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *