Po jedenaste: Nie żałuj!

nie zaluj

Moment opuszczenia domowych pieleszy i wyprowadzka do „wielkiego świata” w poszukiwaniu pracy lub niezrozumiałej chęci kontynuowania procesu edukacji, to nic innego jak pierwszy krok w dorosłość. Hasło „od teraz możesz wszystko”, po pierwszym miesiącu życia na swoim, nabiera jednak zupełnie innego znaczenia. Wszystko obejmuje bowiem skomplikowany proces codziennego przygotowywania posiłków, regularnego uzupełniania lodówki oraz prania brudnych gaci. Słowo możesz również zaczyna nabierać ironicznego zabarwienia, bo coraz częściej zastępowane jest słowem musisz. Człowiek po pierwszych tygodniach życia poza domem, jedyne czego pragnie to powrotu do krainy wiecznego spokoju, pomidorówki i schabowych z ziemniakami. Jednak zgodnie z zasadą life is brutal marzenia owe, zwykle się nie spełniają, wyparte smakiem zupy z proszku i nieskończoną ilością obowiązków, a dorosłość zaczyna pokazywać wówczas swoją prawdziwą twarz.

Wkraczamy więc w to nowe życie z pewnym bagażem, na który składa się zdobyta dotąd wiedza i doświadczenie. Bazując na tym czego nauczyli nas w szkole i na tym, co wynieśliśmy z domu rodzinnego, widzimy wszędzie możliwości. Chcemy iść do przodu, robić karierę i osiągnąć to o czym zawsze marzyliśmy. Zamiast tego, napotykamy na swojej drodze schody nie do przejścia. Popełniamy błędy i dokonujemy niewłaściwych wyborów. Dlaczego tak się dzieje? Otóż odpowiedź jest niezwykle prosta- bo życie właśnie takie jest. Najłatwiejsze drogi są dla słabeuszy, którzy chcą przeżyć swoje życie idąc po najmniejszej linii oporu. Jeśli więc nie zaliczasz się do tej grupy osób, zanim osiągniesz upragniony cel dostaniesz po dupie wiele razy. I słusznie.

Czy warto się przejmować?

Mam wrażenie, że zbyt dużo uwagi poświęcamy porażkom, które wpisane są w naturalny cykl życia człowieka, tak samo jak proces dojrzewania, zmarszczki czy utrata mleczaków. To po prostu coś, czego nikt z nas nie jest w stanie uniknąć, ani przed czym się schronić. Bywa więc że robimy coś nieprzemyślanego np. malujemy włosy na różowo czy robimy tatuaż, po to by po chwili tego żałować. Tylko po co? Życie naprawdę jest bardzo krótkie. Dni uciekają jeden za drugim, a my wykreślamy kolejne kartki z kalendarza. Jakie więc będzie miał znaczenie fakt kolorowych włosów, za kilka lat? Otóż żaden. Większość osób pewnie szybko wymaże z pamięci ten incydent, a przypominać o nim będą wyłącznie zdjęcia w albumie.

Wychodzę z założenia, że wszystko w naszym życiu dzieje się po coś. Nie potrafię pozbyć się takiego przeświadczenia, z racji, ze większość najlepszych rzeczy w moim życiu, przytrafiła się zupełnie przypadkiem, w momentach kiedy nie miałam już żadnej nadziei. Wiele razy podejmowałam złe decyzje. Spotykałam się z niewłaściwymi osobami, wybrałam studia, które w ogóle mnie nie interesowały, zaniedbałam niektóre znajomości co skończyło się ich utratą. Oprócz tego podjęłam setki mniej znaczących decyzji, które z dzisiejszej perspektywy, były kompletnie nietrafione. Nie wypieram się tego, ale też nie chce wchodzić w szczegóły. Akceptuje wszystkie wybory jakie dokonałam w swoim życiu, bo jestem pewna, że gdyby nie one, nie byłabym w tym miejscu, w którym aktualnie jestem, z ludźmi, którzy teraz mnie otaczają.

Jestem stuprocentowo przekonana, że każdy z nas ma na swoim koncie wiele decyzji, których żałuje. Jednak nieustanne rozpamiętywanie przeszłości, to nic innego jak samobiczowanie. Mając świadomość, że tego co za nami, nie sposób zmienić, powinniśmy nieco wyluzować i przyjąć porażkę na klatę. Mając aktualny stan wiedzy i doświadczenie na pewno postąpilibyśmy inaczej, jednak w momencie podejmowania tej decyzji byliśmy o tą wiedzę ubożsi. Nie możemy roztrząsać wyborów jakich dokonaliśmy w przeszłości z dzisiejszej perspektywy. Nie przynosi to żadnych korzyści, a jedynie może wpędzić w przygnębienie i smutek.

O co chodzi z tą dorosłością?

Wyprowadzka z domu jest inicjacją dorosłości. Dlaczego? Wydaje mi się, że jest to czas, w którym podejmujemy pierwsze, ważne decyzje, które w mniejszym lub większym stopniu, wpływają na naszą przyszłość. Człowiek zaczyna być wówczas bardziej świadomy tego co go otacza, systemu w jakim funkcjonuje czy wartości, którymi chce się kierować. Wraz z tym wszystkim pojawia się równocześnie świadomość wagi pewnych wyborów i widmo późniejszych konsekwencji. Uczucie żalu, zaczyna nabierać siły, zwłaszcza kiedy pojawiają się pierwsze porażki, na które nie byliśmy przygotowani. Jeśli więc na tym etapie zamiast zaakceptować potknięcia, będziemy raz po raz analizować błędy zadając sobie pytanie „co by było gdyby…”, nigdy nie osiągniemy pełni szczęścia. Skazani będziemy wówczas na wieczne niezadowolenie z aktualnego stanu rzeczy i gonitwę za nieosiągalnym. 

I chociaż nie od dziś wiadomo, że nie chodzi o to by złapać króliczka, to jednak o wiele lepiej jest osiągać zamierzone cele, niż dążyć do nich przez całe życie, i odejść z tego życia z poczuciem niespełnienia.

Czy żal jest uczuciem dobrym?

Z mojego punktu widzenia, nie. O ile wyciąganie wniosków i próba naprawienia błędów są jak najbardziej w porządku, to ciągłe zamartwianie się i pielęgnowanie w sobie tego uczucia nie przynosi niczego dobrego. Nieustanne odczuwanie żalu, np. do osoby, która skrzywdziła nas w przeszłości, do wyborów jakie dokonaliśmy decydując się na życie z niewłaściwym człowiekiem, czy do szeregu mniejszych decyzji, które okazały się niewypałem, sprawia, że zapominamy o tym, co aktualnie mamy. Żal zamyka nam oczy na piękno i dobro, które nas otacza. Wiadomo, że w życiu bywa różnie i niekiedy podejmujemy naprawdę złe decyzje, które odbijają się na naszym zdrowiu fizycznym, psychice, poczuciu własnej wartości, kontaktach z drugim człowiekiem. Są to jednak skrajne sytuacje, które nierozerwalnie wiążą się z uczuciem żalu do samego siebie. Warto spojrzeć wówczas na to z innej perspektywy, wziąć się w garść i spróbować naprawić to, co zepsuliśmy. Od samego narzekania, świat w którym żyjemy nie stanie się lepszy….


Czy sama noszę w sobie uczucie żalu? Wydaje mi się, że nie. Nie wypieram się, żadnej decyzji, którą podjęłam w przeszłości. Tym bardziej, że wiele z nich było dla mnie pewnego rodzaju lekcją i nauczką, by żyć nieco bardziej rozsądnie. Wszystkie nauczyły mnie jak przyjmować porażki z podniesioną głową i jak nie dać się zwieść kuszącym obietnicom. Oczywiście, zdarza mi się żałować małych rzeczy, na przykład zjedzonych lodów czekoladowych, kiedy dzień wcześniej definitywnie zaprzestałam jeść słodycze, ale nie są to sprawy na tyle istotne, by mogły zaważyć na mojej przyszłości.

Życie jest zbyt krótkie, by cały czas postępować poprawnie, według przyjętych schematów. Skoro porażki są zupełnie naturalne, nie starajmy się ich na siłę unikać, ale raczej wyciągajmy z nich wnioski.  Bądźmy aktywni i realizujmy się na wielu polach, ze świadomością jednak, że czasem może coś nam nie wyjść i wcale nie będzie to koniec świata.

Konstanty Ildefons Gałczyński perfekcyjnie podsumował cały ten proces umartwiania się, pokazując tym samym bezsens tego stanu: „Czasem o byle cień, człowiek ma żal do człowieka. A życie jak cień ucieka”.

Czy nie lepiej więc zapomnieć i wybaczyć?

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

12 Komentarzy

  • Myślę sobie, z perspektywy czasu, że tak, jak nie ma złych pomysłów (są tylko niezrealizowane), tak nie ma złych decyzji. Każda, nawet taka negatywna w skutkach, ostatecznie niesie ze sobą jakąś lekcję, czegoś uczy. Pozdrawiam! Kasia

  • Czasami żal jest tak ściskający że ciężko sobie z nim poradzić, ale z doświadczenia wiem, że wszystko mija i potem porażki, błędy i smutki da się przekuć w naukę.

    • Smak porażki na świeżo jest bardzo nieprzyjemny… Dopiero po czasie, kiedy nabieramy dystansu możemy wyciągnąć z tego wnioski.
      Ja wychodzę z założenia, że wszystkie potknięcia i porażki nas kształtują i dają mocny kręgosłup.

  • Każda podjęta decyzja – zła czy dobra, jest po coś. Z większości sytuacji można wyciągnąć jakaś życiową lekcję. Dlatego nie ma co rozpamiętywać. Trzeba zatrzymać się na chwilę, wyciągnąć wnioski, a potem poprawić koronę i zasuwać dalej 😉

  • Kolejny wpis, który przyjemnie się czyta 👏 Przypomniałaś mi, co tak naprawdę jest w życiu ważne, a o czym zapominamy, skupiając się na porażkach i rozpamietując je. Dzięki Kasia! Czekam na kolejne wpisy! 😊

  • Właśnie dlatego warto było przeprowadzić się na drugi koniec Polski i wyrwać z domu rodzinnego, i miejsca, w którym nie ma żadnych szans rozwoju.
    Też jestem zdania, że trzeba po prostu żyć. Poznać czym są sukcesy, ale też poczuć smak porażki.
    Często właśnie dzięki porażkom możemy poznać siebie tak na prawdę!

Dodaj komentarz