Słoneczna pogoda to za mało, by mieć udany urlop

W tym roku lipiec nie jest dla nas zbyt łaskawy. Szarobure niebo, ciężkie deszczowe chmury, wahania ciśnienia powodujące bóle głowy oraz ogólny spadek samopoczucia. Po niesamowicie pięknej wiośnie, która wybuchła zielenią oraz kolorami kwitnących wiśni i mirabelek, nadeszło upragnione lato, serwujące nam burze z gradem, niekiedy już od samego śniadania.

No nic. Pogoda ma to do siebie, że nie sposób jej zaplanować. Modły wznoszone w stronę Matki Natury nie działają, pomimo ogromnej wiary w wypowiadane słowa “niech stanie się Słońce”. Gruba warstwa cumulonimbusów skutecznie odbiera nam chęci do działania i życia, zwłaszcza wtedy, kiedy upragniony urlop zbliża się wielkimi krokami, a pogoda za oknem pozostaje bez zmian. Sama będąc w takiej właśnie sytuacji, mając zaplanowany wyjazd nie zamierzam się jednak poddawać. Bo chociaż nie będzie to urlop w ciepłych krajach, pod palemką i z palemką w kolorowym drinku, to przecież będzie fajnie, niezależnie od tego, co zaserwuje nam pogoda za oknem. Ważne przecież jest, że będzie można złapać oddech, nabrać dystansu do spraw codziennych, spędzić czas z ukochaną osobą, no i co najważniejsze nadrobić wszystkie zaległe książki, które piętrzą się na stoliku obok łóżka. Zakurzone, nieco zapomniane, no i czekające na swoją kolej, która ostatnio nie przychodzi.

Jak dla mnie, nie ma nic przyjemniejszego niż wieczór spędzony w ulubionym fotelu, z kubkiem gorącej herbaty i książką w dłoni, którą czytam przy dźwiękach kropel deszczu, uderzających o parapet. Uwielbiam kiedy wilgotne, przesiąknięte zapachem mokrej ziemi powietrze, wpada do pokoju przez uchylone okno. W codziennej gonitwie, nie ma zbyt wiele czasu, na delektowanie się takimi chwilami… no ale na wakacjach, kto mi zabroni?

Nie samym zwiedzaniem człowiek żyje

W ostatnich latach nauczyłam się, że wyjazd w nowe miejsce, nie musi być równoznaczny z grafikiem napiętym do granic możliwości. W którymś momencie życia, odhaczanie kolejnych pozycji z listy (zamki, pałace, muzea, zabytki, pomniki..), przestało sprawiać mi przyjemność. Może dlatego też, nigdy nie przepadałam za wycieczkami szkolnymi, które kojarzą mi się jedynie z harmonogramem dnia, wyznaczającym czas na śniadanie, siku, czy spacer po okolicy.

Nie lubię tak.

Będąc w nowym miejscu, najbardziej cieszy mnie wolność i czysta kartka, jaką dzień podsuwa mi pod nos, gdy tylko otworzę oczy. Na wakacjach lubię czuć luz, nie tylko psychiczny, ale też fizyczny. Jeść wtedy kiedy jestem głodna, spać tyle ile potrzebuje mój organizm, spacerować dopóki nogi nie odmówią posłuszeństwa, no i robić tylko to, na co ja sama mam ochotę. Przecież nigdzie nie jest napisane, że na wakacjach trzeba wstawać skoro świt, by nie “marnować dnia”, połykać śniadanie w biegu i pędzić na zwiedzanie, odkrywanie i ustawianie się w kolejkach do kasy, przy każdej kolejnej “atrakcji”. Zdecydowanie bardziej pasuje mi tutaj filozofia “slow life”, czerpania radości z drobnych rzeczy i życia powolutku, zgodnie z rytmem natury.

Na wakacjach zrób to, na co zwykle nie masz czasu

Pomyślcie, ile razy w przeciągu całego roku, możemy pozwolić sobie na “nie planowanie”? Zwykle nasze grafiki pękają w szwach wypełnione obowiązkami, rzeczami do zrobienia i sprawami do załatwienia. Na wakacjach w końcu możemy wyluzować. Dać ponieść się chwili. Pić kawę trzy razy dłużej niż zazwyczaj. Bezmyślnie gapić się w morskie fale, spacerować po górach lub po miejskich uliczkach, rozglądając się dokoła. Pójść do kina, pomalować paznokcie, obejrzeć serial na który mamy ochotę, zdrzemnąć się w środku dnia czy po prostu siedzieć na ławce w parku, jedząc ulubione lody.

Bez spiny…

Absolutnie nie jest to tak, że zwiedzanie nowych miejsc uważam za coś niepotrzebnego. Uwielbiam wręcz odkrywać i oglądać ciekawe rzeczy, odwiedzać interesujące muzea czy podglądać życie lokalnych mieszkańców. Zwykle jednak, robię to bez spiny. Nie odwiedzam wszystkich miejsc, jakie podsuwa mi Internet czy przewodnik. Wybieram tylko to co mnie interesuje i na co mam ochotę. Już wielokrotnie przekonałam się o tym, że niektóre “turystyczne punkty”, będące koniecznością do zobaczenia, kompletnie mnie rozczarowały, zaś miejsca, odkryte przypadkiem, w okolicy, do której nikt nie zagląda, zachwyciły mnie i rozłożyły na łopatki.

Nieważne gdzie, ale ważne z kim

Moim zdaniem, słoneczna pogoda, nie zagwarantuje Ci udanego urlopu. Jeśli wolny czas, wykorzystasz w niewłaściwy sposób, który nie jest zgodny z Twoimi oczekiwaniami i chęciami, po wakacjach pozostanie wyłącznie niesmak. Warto podróżować z osobami, które mają podobne zainteresowania i preferencje. Jeśli jednak towarzystwo ma zróżnicowane pomysły na spędzanie wolnego czasu, warto pójść na kompromis, tak by każdy był zadowolony. To czego nie warto robić, to zmuszać się do czegoś, co kompletnie nie sprawia przyjemności. Jeśli więc np. nie cierpisz chodzić po górach, to po prostu tego nie rób, ale też nie zmuszaj nikogo do własnych pomysłów.

Wykorzystuj każdą pogodę. Słoneczną na spacery po okolicy i inne aktywności, deszczową zaś na czytanie książek, rozmowy na które zwykle nie ma czasu, granie w planszówki czy zajadanie lokalnych pyszności i popijanie dobrym winem.

Wakacje to przecież wolność i swoboda.  Radość uśmiech i odpoczynek.

Robienie tego na co ma się ochotę.

No i spokój, którego na co dzień, mamy jak na lekarstwo.

PS: Wszystkie zdjęcia powstały podczas jednodniowego wypadu na Słowację, jeszcze w ubiegłym roku. Jest to  Ścieżka w koronach drzew Bachledka. Miejsce niesamowite, które koniecznie trzeba zobaczyć 🙂 Warto wybrać tam się z samego rana, ponieważ dość szybko tworzą się spore kolejki, no i koniecznie przy pięknej pogodzie, bo tylko taka zagwarantuje dużą przejrzystość powietrza, no i co za tym idzie, niesamowite widoki. 

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

1 Komentarz

Dodaj komentarz