Odpowiednio dobranym słowem można zdziałać cuda. Rozkochać, wzruszyć, dodać komuś pewności siebie, okazać wdzięczność. Chwila w której zlepek kilku lub kilkunastu liter nabiera konkretnego znaczenia jest dla mnie czymś w rodzaju magii. Jest tajemnicą największą, której chyba nie chce tak do końca poznać, ale której oddaje się bez reszty – bo słowa kocham tak samo, jak kocham mówić słowa piękne, „pięknym” ludziom. Od dziecka uwielbiam łączyć wyrazy tak, by odpowiednio ze sobą zestawione nabrały znaczenia nieoczywistego. Pisałam więc i piszę to co czuję, starając się ubierać w słowa moje kosmate nieraz myśli i te, których wciąż nie rozumiem.

Mam świadomość tego, że na świecie nie ma nic potężniejszego niż słowa, bo ich moc przewyższa wszystko co znamy i to czego tak bardzo się boimy. I jednocześnie nie ma nic gorszego niż słowa niewypowiedziane. Poupychane gdzieś w kieszeniach zbyt dużego, jesiennego płaszcza i odnajdywane po sezonie wraz ze zużytą chusteczką i szczęśliwym kasztanem. Słowa odgrzane po jakimś czasie już nie smakują tak samo. Tracą pierwotne znaczenie. Gubią gdzieś sens i smak. Czasami stają się kompletnie bezużyteczne. Pozbawione magii czyli dokładnie tego, czego się od nich oczekuje.

Słowa potrafią ranić. „Jesteś za głupia, by to zrobić”, „zbyt gruba”, „nieidealna”, „nie dasz rady”, „to nie dla ciebie”, „daj sobie z tym spokój”. I kolejne „są lepsi od Ciebie”, „mądrzejsi”, „nie wychylaj się”, „bądź jak inni”, „bądź normalny”, „odpuść”. To słowa, które nie powinny nigdy paść, bo nikt nie ma prawa mówić tego drugiej osobie. Nikomu. Każdy jest bowiem odrębną jednostką, kompletną, niepodlegającą ocenie. Nie ma człowieka na tej ziemi, dla którego takie słowa nie byłyby bolesne. Destrukcyjne. Demotywujące.

Muszę więc chyba poprawić to, co już napisałam. I jednocześnie nie ma nic gorszego niż słowa niewypowiedziane,  bo przecież słowa wypowiedziane w nieodpowiedniej chwili lub wypowiedziane tylko po to, by kogoś zranić są jeszcze gorsze.

Na pewno.

Na pewno?

Czasami boje się słów, które padają z moich ust. Boję się myśli, które mi je podsuwają. Boję się tego, że zranię nimi kogoś tak mocno, że nie będzie już odwrotu i że przepraszam też już nie wystarczy…

Zawsze mów to co czujesz

Naszła mnie dziś refleksja o słowach niewypowiedzianych. Uświadomiłam sobie to, jak często komplikujemy sobie życie bojąc się wyrazić własne uczucia. Kochamy, ale nie mówimy „kocham”, jest nam przykro, ale nie mówimy „czuję się z tym źle”, chcemy przeprosić, ale „przepraszam” nie chce przejść nam przez gardło. I tak własnie cegła po cegle budujemy niewidzialne bariery, które na pewnym etapie stają się już nie do przekroczenia. Co dziwne, trudno nam powiedzieć rzeczy złe i bolesne, ale jeszcze trudniej te dobre. Nie umiemy chwalić drugiej osoby, ani doceniać samego siebie. Zbyt rzadko powtarzamy „dam radę!”, a zbyt często w myślach obrażamy i poniżamy samych siebie.

Czy warto nad tym pracować?

Tak, tak i jeszcze raz tak! Chociaż staram się nie żałować tego, czego nie jestem w stanie już zmienić, to jednak są takie rzeczy które zrobiłabym inaczej. Szybciej powiedziałabym „nic z tego nie będzie” kiedy powinnam była to zrobić, powiedziałabym „przepraszam” kilku osobom, które powinny to usłyszeć, zapytałabym „dlaczego tak się zachowujesz, czy coś się stało?” wtedy, kiedy coś się z dnia na dzień popsuło… tak więc żałuję, nawet bardzo.

Nie zawsze mów to co myślisz 

Czasami w głowie kotłuje się nam jednocześnie tak wiele myśli, że sami nie wiemy co z nimi zrobić. Ktoś nas zdenerwuje, sprawi nam przykrość, kolejny raz nas zawiedzie. Pod wpływem emocji powstają najbardziej niebezpieczne kombinacje słów, których nie wypowiedzielibyśmy w żadnej, innej sytuacji. I mówimy je wtedy na głos, chcąc wyrzucić je z głowy jak najszybciej i pozbyć się ich. Niestety nie czujemy się wtedy lepiej. Zamiast tego trawi nas wstyd i złość, że padły wyrazy które nie powinny. Słowa, których nie chcieliśmy. Nieprzemyślane. Krzywdzące. Obraźliwe. Żałujemy więc ze świadomością, że czasu cofnąć się nie da.

Nie myślcie jednak, że pogubiłam się w tym co piszę i już sama nie wiem o co mi chodzi. Raz piszę by mówić na głos o tym co nas boli, ale gdy boli by tego nie robić, bo to nierozsądne…

A przecież w tym wszystkim chodzi tylko o to, by pomyśleć zanim cokolwiek się powie, by nie bać się mówić tego co istotne i by pamiętać, że waga niektórych słów jest nie do udźwignięcia.

Mówiąc myślcie i myśli ubierajcie w słowa.

Rozsądnie.

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

2 komentarze

  1. Mądre to, co piszesz 🙂 Ja bym tu dodała też słowa, którymi odnosimy się sami do siebie – myśląc o sobie takimi słowami, których byśmy nikomu bliskiemu nie powiedzieli… bo ranią. A sami (częściej chyba same…) sobie to „mówimy”. Te dla mnie są najgorsze, bo trudno je zauważyć, trudno zorientować się jakie spustoszenie potrafią w nas zrobić, trudno samą siebie przeprosić. Trudno z nimi walczyć, zwłaszcza wtedy gdy nie są prawdą. Pozdrawiam ciepło 🙂

    1. Author

      Myślę, że to bardzo dobry temat na oddzielny wpis 🙂
      Chyba najwięcej przykrych rzeczy, które pojawiają się w naszych głowach dotyczy własnie nas samych. Łatwiej powiedzieć nam coś miłego o drugiej osobie, niż docenić własne osiągnięcia… To chyba najważniejsza i najtrudniejsza lekcja, jaką powinniśmy odbyć. Nauczyć się akceptować i szanować samych siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *