Trzeba zadawać pytania, żeby kogoś poznać…

…. no i trzeba rozmawiać, by zbudować trwałą relację …

Z racji, że od weekendu walczę z mocnym przeziębieniem, pozwalam odpocząć nie tylko ciału, ale też umysłowi. Czytam więc książki, dużo śpię i oglądam wyłącznie lekkie i przyjemne filmy, których fabuła nie wymaga zbytniej uwagi. Tak więc odpalając wczoraj Netflixa, nie miałam zbyt dużych oczekiwań. Włączyłam pierwszy lepszy film, i oddałam się tej jakże przyjemnej czynności, jaką jest oglądanie.

Po pierwszych pięciu minutach wiedziałam już, że nie jest to produkcja górnych lotów, jednak z lenistwa, które nie pozwoliło mi na wyciągnięcie chociażby ręki, spod cieplutkiego, kocykowego kokonu, oglądałam dalej. Nie będę was zanudzać przebiegiem akcji, która obracała się wokół wyglądu, dążenia do perfekcji i znaczenia włosów w życiu kobiety (serio!), ale zwrócę uwagę na pewną scenę jaka w tym filmie, się pojawiła.

“ A była to pierwsza randka, spacer i budka z hamburgerami. On i ona siadają przy stoliku. On z bagażem doświadczeń i kilkuletnią córką, ona świeżo po rozstaniu z niedoszłym narzeczonym. Początkowo jest niezręcznie, jak to zwykle bywa przy pierwszym spotkaniu. Padają jakieś słowa, nerwowe uśmiechy, ale z czasem, rozmowa zaczyna nabierać tempa. Kiedy pojawiają się niewygodne pytania, dotyczące przeszłości, ona się obrusza. Jest zła, że nowo poznany facet kieruje rozmowę na inne tory, wykraczając poza tematykę pogody, ulubionej zupy czy muzyki. On za to, kwituje to wszystko jednym zdaniem. Trzeba zadawać pytania, żeby kogoś poznać.”

Kurtyna.

Wszystko i nic

Uwielbiam takie momenty, kiedy zasłyszane gdzieś słowa, stają się inspiracją do nowego wpisu. Zdecydowanie najlepsze są takie, które w najprostszej kombinacji, “mówią” o naprawdę ważnych sprawach. To banalne stwierdzenie, które dotyczy konieczności zadawania pytań, ma jednak głębszy sens, i dotyczy procesu budowania relacji, poznawania nowej osoby, oraz co najważniejsze podtrzymywania znajomości.

Błędnym myśleniem, jakie notorycznie pojawia się w naszych głowach, jest przekonanie, że o swoim partnerze, czy partnerce wiemy już wszystko. Tak jakby przebywanie z kimś na co dzień, spanie w jednym łóżku i korzystanie z tej samej łazienki, mówiło o człowieku wszystko. A to nieprawda. Uwierzcie mi, można być z kimś bardzo długo, kompletnie nie znając tej osoby…

Początki

Pierwsze spotkania z nowo poznaną osobą, są niczym innym, jak ciągłym procesem wzajemnego zbierania informacji. Ta nieodparta chęć odkrywania nieznanego, generuje wiele pytań, a co za tym idzie, wiele tematów do rozmowy. Na początku znajomości, zadawanie pytań jest normą, a ich jakość bywa naprawdę zróżnicowana. Od tych, które dotyczą rzeczy banalnych, takich jak ulubione kolory, kreskówki z dzieciństwa czy smak lodów, po bardzo abstrakcyjne, dotyczące lotu w kosmos, czy wycieczki na bezludną wyspę. Dzięki uzyskiwanym odpowiedziom, tworzymy w swoich głowach obraz danej osoby na podstawie którego oceniamy, czy relacja ta ma szansę bytu, czy lepiej zakończyć ją na pierwszej randce…

A co potem?

To co bardzo rzuca mi się w oczy, kiedy obserwuje znajome mi pary, to zanikająca potrzeba rozmowy. Początki zwykle są piękne. Setki smsów każdego dnia, godzinne rozmowy przez telefon, długie spotkania podczas których jedna anegdota, goni kolejną…. Jednak im dłuższy staż związku, tym coraz bardziej to wszystko się zmienia. Smsy przestają przychodzić, a rozmowy do świtu, tracą swój smak. Pytania o marzenia, zastępowane są pytaniami o to jakie mleko kupić i czy naprawdę potrzebujemy nowego telewizora…

I sobie tak właśnie myślę, że to wszystko jest cholernie smutne….

Czy tak właśnie musi być?

Znam takie osoby, które powiedzą mi, że to normalne, że przecież tematy do rozmowy też muszą się kiedyś skończyć. Przecież nie można całego życia spędzić z głową w chmurach, dyskutując o pierdołach. Sprawy przyziemne, prędzej czy później dopadają każdego, a życie pędzi do przodu, niezależnie od naszych planów i oczekiwań. A jednak ja, z duszą romantyczki wciąż wierzę, (i wiem to!) że da się inaczej! Trzeba tylko chcieć…

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, by nie zgubić po drodze ciekawości i zainteresowania ukochaną osobą. Jeśli więc pytamy, “jak minął Ci dzień”, to poświęćmy też czas, by skupić się na odpowiedzi. Nie rozmawiajmy wyłącznie o zaległych rachunkach, pracy czy problemach. Wciąż pytajmy o marzenia, o ulubione filmy i plany na kolejny dzień. Szukajmy pretekstów do rozmowy (nie mylić z pretekstem do kłótni!), i poświęcajmy sobie dużo wzajemnej uwagi. Wspominajmy i  twórzmy nowe wspomnienia. Dbajmy o siebie. Po prostu.

Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa

Ja wiem, że czasem to się nie chce. Bywa, że przyjaciółka zrozumie lepiej, a kumpel wysłucha bez wtrąceń co drugie słowo. Być może łatwiej powiedzieć coś, tej osobie trzeciej, która stoi z boku. Czasami nie chcemy zarzucać partnera swoimi problemami, a czasami to w sumie już o niczym nie chcemy mu mówić, “bo i tak nie zrozumie”.

Tylko niestety takim postępowaniem, działamy na swoją niekorzyść. Brak komunikacji w związku, to prosta droga do tego, by coś w nim się zepsuło. Bez codziennej rozmowy, wspólny obiad przestaje smakować, wyjazd na wakacje staje się utrapieniem, a zakupy źródłem kłótni i nieporozumień.

Jeśli nie mówimy głośno o swoich upodobaniach czy oczekiwaniach, to nie możemy liczyć na to, że zostaną uwzględnione lub zrealizowane. Tak się po prostu nie da. Głupie przekonanie dziewczyn, że on “mógłby się domyślić”, jest abstrakcyjne, tak samo, jak przekonanie facetów, że skoro ona o coś nie pyta, to ją to nie interesuje.

  • „Dlaczego dopiero teraz mi o tym mówisz?”
  • „… nooo bo, nie pytałaś…”
  • „Acha”

Znajomy dialog, co nie?

Moja rada?

Znaleźć codziennie chociaż pół godziny, na rozmowę bez telefonu, komputera czy towarzystwa, po to, by skupić się tylko i wyłącznie na sobie. No i pamiętajcie, na randki chodzi się nie tylko na początku znajomości, ale przez cały czas! A dobra kolacja, wino i spacer, to idealna okazja do wspominania przeszłości i robienia wspólnych planów na przyszłość. Warto więc szukać nawet najdrobniejszych powodów do tego, by chwilę porozmawiać. Może to być wspólnie zjedzony posiłek, spacer z psem, czy popołudniowa filiżanka kawy. Lepiej poświęcić komuś sto procent uwagi przez kilkanaście minut, niż spędzić „wspólnie” cały dzień, każdy z nosem we własnym komputerze… 

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

Dodaj komentarz