Tworzę w Internecie, NIE zgadzam się na hejt

Miniony weekend, był dla mnie czasem wielu przemyśleń na temat bycia online, tworzenia w Internecie, granicy między prawdziwym życiem, a tym które pokazujemy w sieci. Z racji, że Internet to samonapędzająca się machina, której nie da się zatrzymać, warto rozważnie podchodzić do tego co i kiedy publikujemy. Wbrew pozorom, selekcja treści, nie jest łatwym zadaniem, ponieważ nigdy nie wiemy, jak dany post, zdjęcie czy film zostanie odebrany. Zdarza się więc, że naprawdę wartościowe i bogate merytorycznie treści znikają gdzieś w odmętach Internetu, zaś na światło dzienne wychodzą te, które wcale nie powinny się tam znaleźć.

No ale po kolei…

Odkąd prowadzę bloga, do sieci wrzucam unikalne treści. Każdy tekst tworzę sama, na podstawie własnych obserwacji i przemyśleń. W moich wpisach staram się nikogo nie osądzać, nie krytykować, nie oczerniać i jak dotąd spotkałam się wyłącznie z pozytywnym odbiorem, miłymi słowami i wsparciem, za co wszystkim dziękuję. Ale… jestem świadoma, że małymi krokami wkraczam w środowisko blogerów i twórców, którzy działają na szeroką skalę, publikują nieraz kontrowersyjne treści oraz mają określoną grupę docelową. Dążąc do poszerzenia grona swoich odbiorców, muszę więc liczyć się z tym, że nie każdemu spodobają się wnioski do jakich dochodzę, oraz to co robię i to o czym piszę…

I doskonale to rozumiem. Nie da się w dzisiejszym świecie stworzyć czegoś, co spotkałoby się wyłącznie z aprobatą i akceptacją. Zwykle, prędzej czy później, pojawią się takie osoby, które głośno wyrażą swoje zdanie i niezadowolenie. Skrytykują coś. Oczernią twórcę. Rzucą garść słów, które powinny zostać ocenzurowane, i w efekcie, zapoczątkują lawinę, kolejnych przykrych komentarzy.

Bo przecież mogą, prawda?

Wolność słowa, wyrażania własnego zdania, anonimowość i przyzwolenie…. bo skoro wrzucam coś do Internetu, to chyba zgadzam się na hejt, czy nie?

… no właśnie, niekoniecznie…

Dyskusja a hejt

W tym miejscu, nie chciałabym zostać źle zrozumiana. W 100% popieram wartościowe dyskusje, które pojawiają się pod wpisami niektórych blogerów, czy youtuberów. Ma to miejsce zwłaszcza wtedy, kiedy ktoś wypowiada się na temat, powszechnie uważany za tabu, kontrowersyjny lub po prostu aktualny. Zawsze znajdą się zarówno przeciwnicy jak i zwolennicy danej sprawy. Dopóki w dyskusjach pojawiają się wyłącznie argumenty, wszystko jest w porządku. Problem zaczyna się w momencie kiedy, komentarze stają się obraźliwe, przesycone wulgaryzmami, mające na celu poniżenie kogoś oraz jego wyśmianie. Nieraz spotkałam się z  tym negatywnym zjawiskiem, przeglądając profile osób, które darzę szacunkiem, których pracę doceniam i którzy odwalają w Internecie kawał naprawdę dobrej roboty.

Nie wiem w którym momencie, zatarła się granica, pomiędzy hejtem a wyrażaniem własnego zdania. Bardzo często spotykam się z tym, że jeden przykry komentarz, daje zielone światło innym hejterom, którzy lawinowo zaczynają upubliczniać swoje frustracje, dorzucając kolejne zgryźliwe uwagi. Słowa, jakie pojawiają się w komentarzach, są nie tyle przykre, co przerażające. Pomijając aspekt używania wulgaryzmów czy innych obraźliwych słów, pojawiają się również komentarze, w którym ktoś życzy komuś śmierci czy choroby. W takich chwilach, zastanawiam się co kieruje takimi osobami, oraz kto dał im przyzwolenie na pisanie takich rzeczy?

Zwracasz się do człowieka, nie do komputera

Hejt jest zjawiskiem powszechnym, związanym z rozwojem techniki. Nieograniczony dostęp do Internetu sprawił, że w pewnym momencie utraciliśmy kontrolę nad tym co można i wypada, a czego już nie. Każda osoba, która udziela się w jakikolwiek sposób w sieci jest twórcą. Nie chodzi mi tu o posiadanie własnej strony internetowej, bloga, czy kanału na YouTube, ale również o posiadanie konta na Facebooku, Instagramie czy innych kanałów social media. W dzisiejszych czasach niemal każdy jest widoczny w sieci, poprzez pryzmat udostępnianych treści. Czy oznacza to więc, że publikując prywatne zdjęcia lub wpisy, zgadzamy się na hejt? Z pewnością nie. Niezależnie od tego, do jakiej grupy odbiorców trafia nasza treść (rodzina, znajomi, przyjaciele, czy działalność na szeroką skalę), nikt z twórców nie zgadza się na obraźliwe i przykre komentarze, oraz poniżanie kierowane pod jego adresem.

To o czym nigdy nie można zapominać, to o tym, że po drugiej stronie monitora jest CZŁOWIEK. O ile jest odporny psychicznie i potrafi zdystansować się do kierowanego do niego hejtu, przejdzie przez to, bez większych problemów. Bardzo często jednak, hejt trafia do osób, które nie potrafią sobie z nim poradzić.  Wówczas, te wszystkie przykre słowa, obniżają poczucie wartości, odbierają siły i chęci do działania oraz co gorsza, mogą sprawić, że dana osoba wycofa się z ze swojej działalności…

hejt

Nie rozumiem

Naprawdę nie rozumiem, co kieruje osobami, które publikują w sieci te wszystkie negatywne komentarze. Jak wiele nienawiści i złości, muszą w sobie nosić, oraz jak bardzo muszą być sfrustrowane, by przelewać swoje żale na innych. Ja wiem, że to bardzo łatwe. Wklepać kilka słów, wcisnąć przycisk “opublikuj” i odejść od komputera. Zapomnieć o tym co się napisało, i wrócić do swojego życia. Ale to, co trafia do internetu, nigdy nie znika. A wiedzą o tym doskonale Ci, którzy stają się ofiarami hejterów, wrzucających, często bezpodstawne oskarżenia, wyrażających swoje “zdanie”, które nie wnosi do sprawy nic wartościowego, oraz pewnych swojej anonimowości, która tak naprawdę już nie istnieje.

Skąd wziął się ten tekst?

Nie będę tu nikogo oszukiwać. W sieci spędzam naprawdę sporo czasu. Mam wiele osób, których działalność śledzę, i które lubię chociaż nie znamy się osobiście. W miniony weekend, (w przeciągu zaledwie dwóch dni!!!!), hejt dotknął kilka osób, które na bieżąco obserwuję. Sprawy te, skłoniły mnie do głębszych rozmyślań, nad sensem bycia online i tego, na ile rzeczywiście przynosi to nam radość i satysfakcję, a w ilu procentach jest powodem smutku i negatywnych myśli. Odnoszę wrażenie, że obecnie mamy zbytnią łatwość wyrażania własnego zdania, opinii oraz oceniania innych.

Osobiście mam garść zasad, którymi się kieruje, poruszając się w Internecie:

  • nigdy nie publikuję obraźliwych komentarzy, nie używam w nich wulgaryzmów, nie obrażam twórcy
  • jeśli coś mi się nie podoba, po prostu zostawiam to bez komentarza
  • jeśli temat jest kontrowersyjny, a chcę wyrazić swoją opinię, zaznaczam, w komentarzu, że jest to wyłącznie moje zdanie, całość jednak formułuje tak, aby nikogo nie urazić, a jedynie przedstawić swój punkt widzenia
  • jeśli nie “jestem w temacie”, “nie znam szczegółów” nie komentuje
  • staram się nie oceniać innych,
  • nie piszę w komentarzach czegoś, czego nie potrafiłabym powiedzieć komuś prosto w twarz tak aby go nie zranić

Zostawiam Was na koniec z filmem, który znajdziecie TUTAJ. Doskonale pokazuje to, że komentarze pozostawiane w internecie nie trafiają w próżnię, ale do konkretnych osób. Znajdźcie kilka minut, na to, by zapoznać się z  jego treścią.

Bądźmy dla siebie dobrzy! 

Tak po prostu…

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

1 Komentarz

  • Hejt stanowi ogromny problem współczesnego świata. Większość ludzi czuje się bezkarna wylewając wiadro pomyj na innych. Straszne jest to jak bardzo są sfrustrowana i próbują się dowartościować kosztem innych. Mylą hejt z konstruktywną krytyką.

    Świetne są zasady, które wyznajesz.
    Bądźmy dla siebie dobrzy.
    Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz