Warto studiować, czy nie warto?

Chyba nie jestem jeszcze dorosła, ale nie jestem też już dzieckiem. Nie mam swojego mieszkania, samochodu, kredytu, ale nie mam też lalek, klocków i tych wszystkich elementów z dziecięcego świata. To dziwne, być na takim etapie życia, w którym nie pozostaje nic innego jak czekać. Czekać aż ustabilizuje się to wszystko co mnie otacza i aż w końcu stanie się „jakoś”, a nie „nijak”. Wydaje mi się, że to studia, generują pewnego rodzaju lukę czasową, którą wypełniamy zajęciami, wykładami, egzaminami, wyjściami ze znajomymi, pracą dorywczą oraz wszystkim tym, co wypada robić na studiach. Wagarami, zimnym piwem, nowymi znajomościami, podróżami, czytaniem książek, oglądaniem filmów do rana, wstawaniem o rożnych dziwnych porach, nieregularnym odżywianiem czy śmiertelnymi prawie dawkami kofeiny w okresie sesji. Studentom wiele się wybacza. Nieobecności, niezdane egzaminy, chodzenie w piżamie dwa dni bez przerwy, jedzenie pizzy na śniadanie, czy ciągły brak gotówki w portfelu. Mówi się wtedy: zobaczysz po studiach, zobaczysz jak dorośniesz, zobaczysz jak zacznie się prawdziwe życie…

Czy oznacza to więc, że na studiach nic nie jest naprawdę?

Chyba trochę tak. Na studiach jakoś więcej rzeczy i spraw, ma krótki termin przydatności. Związki jednosezonowe, randki jednopocałunkowe, praca sporadyczna, zajęcia jednosemestralne, erazmusy, licencjaty. To wszystko i jeszcze więcej. Tylko na chwilę. Na wyraźny początek i koniec. Na mrugnięcie okiem… Mówi się, że to po studiach należy się ogarnąć. Osiąść gdzieś na stałe. Załapać się gdzieś na etat. Osiągnąć poziom stabilizacji. Może wziąć ślub. Urodzić dziecko. A granicą i zarazem wstępem do tego „dorosłego, prawdziwego, normalnego życia”, ma być dyplom na uczelni, uścisk dłoni od promotora, i powodzenia, którego nie słyszymy już, opuszczając czym prędzej mury uniwersytetu… Skoro więc studia, są jakoby przedwiośniem, tego co czeka nas później, warto ten czas nie tylko jakoś przeżyć, ale też wyciągnąć z niego pewne korzyści. Wnioski. Przemyślenia. Cokolwiek, żeby nie mieć poczucia zmarnowanych pięciu lat, spędzonych na niekończącym się kacu i imprezach.

Czy warto w ogóle zaczynać?

Warto. I mówię to ja, która wybrałam zły kierunek, niepasujący zupełnie do tego, co lubię robić. Żałuje wyboru konkretnej uczelni i specjalizacji, ale nie samych studiów ogólnie. Bo już od pierwszych dni, studia, nauczyły mnie tego, o czym nie mówiło się w liceum ani gimnazjum. Przede wszystkim odpowiedzialności za siebie. Tego, że nikt nie będzie przypominał mi o terminach, godzinie zajęć, egzaminach. Nikt nie będzie też stał nade mną za groźną miną i słowami „ucz się”, bo już po pierwszej sesji, wiedziałam, że bez tego się nie obejdzie. Samodyscyplina, to jedna z najtrudniejszych cech do wyrobienia, ale bardzo cenna i przydatna, na uczelni i ogólnie w życiu.

Czy na studiach można się czegoś nauczyć?

Przyznam szczerze. Nasz system edukacji na uczelniach wyższych, jest nieco przestarzały. Nadal zbyt wiele uwagi poświęca się zagadnieniom teoretycznym, przez co studia nie przygotowują do pracy w zawodzie. Może to zrobić tylko i wyłącznie praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka. Stąd też zachęcam do łapania stażów. Za darmo. Za półdarmo. Na kilka godzin w tygodniu. Tylko po to, żeby dowiedzieć się więcej. Nabyć dodatkową wiedzę. Poznać świat, bardziej od kuchni..

Ale, nie oznacza to równocześnie, że czas spędzany na uczelni, jest czasem zmarnowanym. Pomijając wszystkie przedmioty „zapychacze”, które nie wnoszą niczego wartościowego, jest też wiele takich, które inspirują, zachęcają do rozszerzania wiedzy i nauki we własnym zakresie. I to właśnie w tym chodzi.

Nie można bać się zmian

I jest to moja serdeczna rada, dla tych, którzy studiują aktualnie coś, co im zupełnie nie leży, lub dla tych, którzy dopiero wybierają się na studia. Nie ma bowiem przymusu, kończenia tego, co się zaczęło. Oczywiście, nie chodzi mi tu o rozpoczynanie nauki na dziesięciu różnych kierunkach, ale jeśli po pierwszym roku studiowania, wiemy, że to nie nasza bajka, lepiej zmienić to jak najszybciej. Rok to żadna strata. Dopiero trzy bądź, trzy i pół roku, jak to było w moim przypadku, to zmarnowany czas. Uwierzcie mi, zmiany są dobre. Ja diametralnie zmieniłam kierunek, idąc na studia magisterskie i wcale nie żałuję.

Studia to nie tylko imprezy

… ale, to zależy od przypadku. Znam osoby, które potrafiły imprezować niemal bez przerwy, a oprócz tego, przychodzić w miarę regularnie na zajęcia, i niemal zaliczać wszystkie kolokwia i egzaminy. I w sumie niby fajnie, tylko po co? No jasne, imprezy studenckie są super! Mają niepowtarzalny klimat,  niezależnie, czy jest to zwykła posiadówka na kilkanaście osób, czy wielkie plenerowe wydarzenie. Jednak do imprez, tak jak do wszystkiego w życiu, należy podchodzić zdrowo rozsądkowo. Z umiarem. Szkoda na czasu, wątroby i portfela.

Praca a studia

Czy da się pogodzić jedno i drugie? Tak. Ale trzeba być też świadomym konsekwencji takiego działania, przez co rozumiem, nadrabianie zaległości na uczelni nocami, zakuwanie do egzaminów w ostatniej chwili, wycofanie się nieco z życia towarzyskiego, i życie z kalendarzem w ręku. Mi podczas studiów dziennych, zdarzało się chodzić do pracy 160 lub więcej godzin w miesiącu. Kosztem odpoczynku i wolnych weekendów. Plusem, była zarobione pieniądze, które mogłam wydawać na co tylko chciałam (ale zwykle brakowało mi na to czasu). Jeśli o mnie chodzi, uważam, że każdy chociaż przez chwilę, będąc na studiach, powinien pracować. Chociażby dorywczo. Kilkanaście godzin w tygodniu. To prawdziwa lekcja życia i nauka o wartości pieniądza. Bezcenna lekcja. Ale jeśli nie musimy aż tak gonić za zarobkami, warto skupić się na innych aktywnościach, wolontariatach, kołach naukowych, czy rozwijaniu pasji. Studia to idealny czas na szukanie swojej drogi i realizacje marzeń.

Jak wybrać kierunek?

Nie jestem specjalistą, patrząc po moich pierwszych wyborach. Jako przerażona licealistka, która kompletnie nie wie co chce robić w życiu, podeszłam do wyboru studiów rozsądkowo. A przynajmniej tak mi się wydawało. Wybrałam kierunek nie-humanistyczny i nie do końca techniczny. Takie połączenie wszystkiego, co pięknie wyglądało w opisie kierunku i zupełnie nie znalazło odzwierciedlenia w rzeczywistości. Studia magisterskie wybrałam już zgodnie z zainteresowaniami. Widzę różnicę. Wykłady już tak bardzo nie męczą. Wręcz przeciwnie, w większości są ciekawe. A i sama pogłębiam swoją wiedzę w wybranym zakresie. Dla siebie. Bez przymusu.

Tak naprawdę studiowanie ma tyle samo wad co i zalet. Zupełnie inaczej wygląda życie studentów dziennych, a zupełnie inaczej zaocznych. Kierunki i wymagania też są różne. Jedni muszą non stop siedzieć w książkach, inni zaś otwierają je, tylko na czas sesji. Pisząc ten post, po głowie chodziło mi mnóstwo innych wątków, które chciałabym jeszcze poruszyć. Na razie jednak wystarczy. Nie chce Was już zamęczać.

Dajcie znać w komentarzu czy studiujecie, bądź studiowaliście. Czy podobają Wam się studia, lub dlaczego nie lubicie swojego kierunku. Po prostu napiszcie coś o swoich doświadczeniach. No, jeśli chcecie 😉

Buziaki!

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

16 Komentarzy

  • Ja akurat postanawiam sobie zrobić rok przerwy po maturze i mieć na spokojnie czas z wyborem studiów, bo sama jeszcze nie wiem co chcę robić w życiu. Teraz to dla mnie szaleństwo, ale wiem że na studia się wybiorę 🙂

  • Moim zdaniem to temat rzeka :p Są i zwolennicy i przeciwnicy. Ja uważam, że studiowac należy. Jednak na licencjacie strasznie się zawiodłam. Zaś jeśli chodzi o magisterkę to dała mi dużo wiedzy.

  • Warto, warto. Nie żałuję niczego: ani praktyk, które w praktyce przełożyłam na wiedzę, czego nie chcę, ani studiów za granicą, czy pracy. Ani znajomości. Mogłabym przeżyć ten czas będąc tylko w pracy… ale czy warto pozbawiać się ww. możliwości? pozdrawiam serdecznie

  • Ale fajnie, kompleksowo podeszłas do tematu 🙂 ja studiuje i podobnie jak Ty nie dokonałam właściwego wyboru, ale kto mógł to wiedzieć kiedy miało się lat 19 i decydowało o swojej przyszłości? Na szczęście nie wszystko stracone i w przyszłym roku spróbuje z drugim kierunkiem. Tak czy siak, pójścia na studia nie żałuje i uważam to za piękny czas 🙂

    • Mając kilkanaście lat,nie sposób racjonalnie decydować o przyszłości… a tego właśnie od nas się wymaga…
      Życzę więc udanego drugiego podejścia i trzymam kciuki! 😉

  • I ja powiem, że warto. Tak jak piszesz studia mają wiele wad, ale i zalet. To o odpowiedzialności to szczera prawda. To na studiach widać jak wiele zależy od nas. Czasami chciałabym cofnąć się o kilka lat i z tą wiedzą, którą mam dzisiaj zacząć studia, pewnie wiele w moim życiu potoczyło by się inaczej. To co mogę powiedzieć przyszłym i obecnym studentom to – ryzykuj – nigdy to nie będzie takie łatwe jak w czasie studiów. Podróżuj – ile tylko możesz, bo trzyma Cię mniej niż myślisz. I łap jak najwięcej kontaktów z ciekawymi ludźmi i doświadczeń, które mogą Ci pokazać co się dla Ciebie w życiu liczy.

  • Ze względu na zdobytą wiedzę – warto. Patrząc jednak pod względem ekonomicznym i nikłej szansie (w większości przypadków) na zdobycie dobrze płatnej pracy w zawodzie już niekoniecznie.

    • Oj to prawda. Pracę w zawodzie zdobywają pojedyncze osoby. Reszta zaś kompletnie się przekwalifikowuje, robiąc przez resztę życia coś zupełnie nie związanego z wykształceniem…

  • Zgadzam się – warto studiować! I piszę to ja – osoba, która rzuciła tymczasowo studiowanie. Męczyłam się 2 lata na znienawidzonym kierunku i byłam trochę pod presją rodziców. Wyszło mi to na lepsze i zamierzam powrócić na uczelnię studiując to, co chcę 🙂

    • Tylko takie studiowanie ma sens. Ja też miałam półroczną przerwę, na złapanie oddechu, przemyślenie paru kwestii i określenie swoich zainteresowań. I powiem jedno, to było dobre pół roku. Nabranie dystansu, naprawdę pomaga!

Dodaj komentarz