Żyjemy. Tylko kiedy ?

czas kompatybilnie blog

Absurdalne pytanie, prawda? Przecież, to oczywiste, że żyjemy w teraźniejszości, w konkretnej chwili i momencie. Nawet można by powiedzieć nieco dobitniej, że żyjemy TU i TERAZ. Bierzemy to co los podsuwa nam pod czubek nosa, akceptujemy pewien stan rzeczy i trwamy sobie w tym „czymś”, co nazywamy życiem. Niestety rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Bardzo często, zbyt wiele uwagi poświęcamy przeszłości, nie mogąc poradzić sobie z tym co nas spotkało. Nie skupiamy się wtedy na trwaniu konkretnej chwili, ale nieustannie rozpamiętujemy to co nas boli, wydłużając proces gojenia ran. Jest jednak jeszcze druga strona medalu, kiedy żyjemy w cieniu „jutra”. Przyszłość, którą sobie wyobrażamy, bierze górę nad tym, co posiadamy aktualnie. Również i w tej sytuacji, nie skupiamy się na teraźniejszości, ale planujemy to co dopiero się wydarzy… Mam wrażenie, że w większości naszego życia, jesteśmy zawieszeni, pomiędzy przeszłością oraz przyszłością, zupełnie zapominając o tym jak wielkie znaczenie ma „dzisiaj”, „teraz” i „aktualnie”

Nie rozpamiętuj przeszłości

No jasne. Łatwo powiedzieć. Zwłaszcza temu, który nie ma na swoim kącie traumatycznych przeżyć, życiowych tragedii czy popełnionych błędów. To jednak nie prawda. Każdy z nas, ma pewien bagaż, który musi dźwigać. Oczywiście, zgadzam się z tym, że niestety nie otrzymujemy po równo, i jedni dostali od życia w kość, inni zaś płynęli na niekończącej się fali szczęścia… jednak do czasu. W rzeczywistości, każdy, ale tak naprawdę każdy, ma za sobą coś co go boli i męczy, nie daje spać i na myśl o czym następuje natychmiastowy skurcz żołądka. Ja również mam za sobą wiele momentów, o których chciałabym zapomnieć. Niestety, nie zawsze jest to możliwe. Zwłaszcza wtedy, kiedy dane wspomnienie niesie ze sobą duży ładunek emocjonalny, podsycany usłyszaną piosenką, zapachem czy miejscem, kojarzonym z konkretną sytuacją. Kiedyś potrafiłam godzinami leżeć i „dobijać się” myślą o tym co mnie spotkało. Teraz staram się złe wspomnienia jak najszybciej odsuwać w kąt, po to, by nie psuć sobie humoru i nie poświęcać zbytnio czasu na to, czego nie mogę już zmienić.

No właśnie!

To jest chyba nasz najczęstszy błąd jaki popełniamy, w kwestii przeszłości. Karmimy się złymi myślami, wywołujemy negatywne emocje, obniżamy poziom samopoczucia… wiedząc, że to co się stało, już się nie odstanie… Zdecydowanie lepiej jest więc pozamykać pełne rozdziały, pogodzić się z tym co minęło, wyciągnąć z tego jakąś lekcję i nauczyć się żyć, z tym co nas spotkało. Chociaż wiem, że nie jest to łatwe…

Nie żyj przyszłością!

To też wydaje się nieco bez sensu. Zwłaszcza w czasach, kiedy wszyscy dokoła, mówią nam jak ważny jest proces planowania i dążenia do wyznaczonych celów. Oczywiście, mogę podpisać się pod tym obiema rękami. Sama lubię wiedzieć co zrobię jutro, czy w weekend. Określam sobie zadania, które muszę wykonać w najbliższym czasie. Jednak staram się równocześnie, nie wybiegać za bardzo w przyszłość.  Nie planuję na jaki kolor pomaluję kiedyś własną sypialnię, jaki kupię samochód, czy gdzie będę pracować po studiach. Tego nie wiem, bo nie mam pojęcia jak potoczy się moje życie, gdzie będę mieszkać z jaki czas, oraz czy nie wydarzy się coś niespodziewanego, co mogłoby wywrócić wszystko co znam, do góry nogami. Bezpieczniej jest więc, planować jedynie małe wycinki czasu. Głównie po to, żeby nie spotkać się w razie czego, z rozczarowaniem.

 

Ale…

… kwestia życia w przyszłości, to również nasze nieustanne odkładanie wszystkiego na jutro! Jutro pójdę na siłownię, kupię nową sukienkę, wybiorę się do teatru, do kina, spotkam się ze znajomymi, odpocznę… Wszystko zawieszamy sobie gdzieś w bliższej lub dalszej przyszłości. Niestety, człowiek niczego w życiu nie może być pewien, a już najbardziej tego, że to „jutro” w ogóle nastąpi. Gromadzimy sobie masę rzeczy do zrobienia, za jakiś czas. A w rzeczywistości najczęściej całkowicie o nich zapominamy, lub przypominamy sobie kiedy są już nieaktualne. Mogą to być filmy w kinie, na które chcieliśmy pójść, nowa sztuka w teatrze, czy znajomość, która była dla nas ważna. W takich sytuacjach okazuje się, że to całe „jutro” nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem.

Żyj teraz

Łap chwile i momenty. Ciesz się z tego co masz teraz. Nie wybiegaj zbytnio do przodu, ani nie cofaj się w czasie. Doceniaj smak herbaty czy pysznego obiadu. Kiedy czytasz, czytaj. Kiedy odpoczywasz, rób to naprawdę. Kiedy na kimś Ci zależy, porozmawiaj. To takie proste, a zarazem cholernie trudne. Cała ta filozofia uważności, hygge, czy jeszcze innego, zdefiniowanego cuda. Dużo się o tym wszystkim teraz mówi, i wydaje mi się, że nie bez powodu. Żyjemy szybko i intensywnie. Poświęcamy się pracy i obowiązkom. Marnujemy swój czas, na rzeczy, które zupełnie nas nie cieszą. Boimy się zmieniać coś w swoim życiu. Rozpamiętujemy przeszłość… i nieustannie powtarzamy sobie, że „kiedyś będzie lepiej”.  Tylko dlaczego dopiero kiedyś, jutro, za rok, po studiach, po ślubie, na emeryturze… Dlaczego nie może być dobrze już teraz?  Po co czekać? Nie lepiej  doceniać to co mamy aktualnie?


Na koniec, podrzucam garść wypowiedzi innych blogerów, w podobnej tematyce 🙂

Simplife: A gdyby jutra nie było?

Volantification: Nie będzie ważniejszego dnia niż dzisiaj.

MartaPisze: Co zrobiłeś dzisiaj, żeby spełnić swoje marzenia?

Miłego czytania! 🙂

Nie bądź samolubem i podziel się z innymi:

7 Komentarzy

  • Ja widzę jak szybko ucieka czas, od kiedy pojawił się a naszej rodzinie mój synek. Szczerze to jestem przerażona, jak czas ucieka i jak bardzo my ludzie go marnujemy, nie umiejąc docenić drobnostek i martwiąc się pierdołami.

  • Psychika ludzka to bardzo skomplikowany ale zarazem fascynujący temat. Zawsze mnie zastanawiało czemu tak jest, że człowiek tak bardzo rozpamiętuje te złe chwile lub obawia się tego co się wydarzy a zapomina o tych dobrych chwilach

  • Podpisuje się pod tym obiema rękami ! Dosłownie tak jest i ja też często łapie się na tym, że albo za bardzo rozkminiam przeszłość, albo za dużo planuje, a życie robi mi psikusa i wszystko układa się inaczej 😉.

Dodaj komentarz